Co za okropny świat roku bieżącego!
Juliusz Cezar przekroczywszy Rubikon
Szarańcza pożera olbrzymów i woda tryska ze skał.
Mojżesz po przejściu przez Czerwoną Pustynię
Poezja w końcu powstanie z kolan, a poeci pójdą na ulicę, aby przeciąć szyję Słońca. W końcu są złodziejami ognia. A może byli złodziejami ognia? Dziś prawdziwych poetów już nie ma. Oprócz mnie. Czy jednak zostałem całkiem sam?
Jeszcze nie jest wybitną poetką, ale połknęła bakcyla. Aleksandra Brzozowska to poetka skromna, wydawałoby się, że przez to niewidoczna na tle rozświetlonej socjety bydgoskiej. Nie jest w żadnym razie ekspansywna jak jej mentor, Stefan Pastuszewski. Ale nie świeci bynajmniej światłem odbitym. Mimo że ma naturę satelity raczej niż gwiazdy. Tymczasem przypadła jej właśnie rola gwiazdy, czy też raczej bohaterki kolejnej odsłony Bydgoskiej Środy Literackiej, którą z zaangażowaniem prowadzi inna poetka, Alina Rzepecka.
Codziennie podpatruje w wolnych od zajęć chwilach, jak ćwiczy reprezentacja, aktywnie uczestniczy w warsztatach poetyckich czy rozmaitych poetyckich mityngach, tańczy tango milonga z mężem, pisze bajki jakby była dziewczynką z zapałkami, a przecież jest już dojrzałą kobietą, która powzięła sobie za swój cel zgłębiać tajniki pisania i praktykować tę żmudną, wdzięczno – niewdzięczną rolę.
Na listę medalistów wpisała się już kilkakrotnie, jako laureatka Arki Poezji choćby.
Przeżywa poezję. Jest zatem z tych poetek romantyczek. Wtyczek do podświadomości. Nie boi się wzruszeń czy nawet poruszeń. Jest oddana poetyckiemu światłu prawie jak ćma krążącą nad lampą naftową. Jej poezja trafia do serca, bo jest wyobrażeniowa. Wyobrażam ją sobie jako dziewczynkę w ciele dojrzałej kobiety. Kogoś, kto nie chce zapomnieć o swoim wewnętrznym dziecku. Kto stąpa we mgle, kto rozmyśla nawet o niebieskich migdałach. Poetkę, która traktuje poezję z miłością, niczym matka dziecko.
Pani Aleksandra B. z Bydgoszczy: czytająca książkę za książką, z dużym zaangażowaniem pracująca nad sobą, stanowi przykład dla innych, którym się najzwyczajniej nie chce. Bo Pani Aleksandrze się chce, nawet jeśli Pani Aleksandrze się nie chce. I jest w tym chciejstwie niezawodna. Podziwiam Jej pilność i sumienność, bo są to cechy w dzisiejszych czasach, nie tak znowu częste czy oczywiste. W czasach kiedy wszystko jest nijakie, bądźmy jak pani Aleksandra z Bydgoszczy. Bądźmy pilni, bądźmy sumienni,. Bądźmy jacyś.
Wspaniałe samopoczucie, które jest efektem pracy nad sobą, to nagroda za wspomnianą sumienność. Za uczciwość w podejściu do spraw świata tego. Za branie się z tym światem za bary, za zakasywanie rękawów w obliczu tego świata obowiązków. Pani Aleksandra z Bydgoszczy jest kimś, na kogo patrzy się i kogo się obserwuje z uznaniem i uśmiechem jednocześnie.
Czy stawianie nowych pytań mogłoby rozświetlić ciemności? Czy Pani Aleksandra, wędrując po korytarzach Biblioteki Aleksandryjskiej, odnajdzie Aleksandra Macedońskiego? A może Kuzynkę Bietkę Balzaka? Williama Styrona? Czy pogrążyć się w mroku? Wybór należy do Pani Aleksandry. Niech zatem mądrze wybierze. Mądrze wybierajmy. Raz podejmując wybór.
Krystian Kajewski

Od urodzenia mieszkanka miasta Gdańsk, orunianka, malarka, graficzka, poetka fotografka, felietonistka, publicystka na Portalu Gdańsk Miasto Marzeń.
Manager środowisk artystycznych
Członek KMPOiW "Solidarność"


























































