„Hersh” — opowieść o marzeniu, które ma swoją cenę
Spektakl „Hersh” autorstwa Ishbel Szatrawskiej w reżyserii Adama Orzechowskiego okazał się czymś znacznie więcej niż historią emigranta próbującego odnaleźć swoje miejsce w Hollywood. To wielowarstwowa, inteligentnie skonstruowana opowieść o człowieku rozdwojonym między przeszłością a przyszłością, między własną tożsamością a rolą, którą zmuszony jest odgrywać przed światem.
Już od pierwszych scen przedstawienie buduje atmosferę niepewności i napięcia. Hersh — Polak, który trafia do Kalifornii z marzeniem o wielkiej karierze filmowej — wydaje się bohaterem klasycznej historii o spełnianiu amerykańskiego snu. Wygrany casting w słynnej wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer otwiera mu drzwi do świata luksusu, sławy i wielkich możliwości. Jednak za błyszczącą fasadą Hollywood szybko pojawiają się rysy.
Największą siłą spektaklu jest sposób, w jaki stopniowo odsłania tajemnice głównego bohatera. Twórcy umiejętnie prowadzą narrację na pograniczu thrillera psychologicznego i dramatu historycznego. Wraz z rozwojem akcji widz zaczyna zadawać sobie pytanie: kim naprawdę jest Hersh? Dlaczego jego przeszłością interesuje się FBI? Czy rzeczywiście jest tylko ambitnym emigrantem, czy może częścią znacznie bardziej skomplikowanej historii? Amerykański sen polskiego emigranta zamienia się w koszmar.
Ocalały z Shoah emigrant z Polski przybywa do Stanów Zjednoczonych, by robić karierę w Hollywood. Wygrywa casting organizowany przez wytwórnię Metro-Goldwyn-Mayer i zostaje aktorem. Wygląda na to, że ziszcza się amerykański sen. Sprawy komplikują się jednak, gdy przeszłością Hersha zaczynają interesować się agenci FBI. Czy nie jest on przypadkiem uczestnikiem międzynarodowego, komunistycznego spisku?
“Historia ma wiele przemyślnych korytarzy, dlatego nie dajmy się jej zwieść: Hersh Libkin z Sacramento w Kalifornii to naprawdę Hersz Libkin z miasta Łodzi. I tylko ironii losu przypiszmy to, że zamieszkał w mieście nazwanym od chrześcijańskiego obrządku w stanie, którego nazwa wywodzi się z kultury islamskiej. W jego rozpisanej na głosy, prowadzącej przez Auschwitz, Hollywood i Woodstock historii rozwija się opowieść o cenie, jaką się płaci, za to kim się jest, kim chciałoby się zostać i kim widzą nas inni. Także za to, kogo się kocha i o czym wolałoby się zapomnieć. Swoim skrojonym na brechtowską miarę, gniewnym, i dotykającym nas wszystkich dramatem Ishbel Szatrawska wysoko podniosła poprzeczkę.“
Co zrobić z bohaterem, który umarł, zanim pojawiło się pierwsze zdanie w tekście? Można zrobić to, co zrobił Vladimir Nabokov z Sebastianem Knightem albo Roth z Everymanem. Albo to, co zrobiła Szatrawska z Hershem Libkinem – opowiedzieć jego życie. Dynamicznie, z tym nerwem, który sprawia, że tekst przykuwa od pierwszej sceny i puszcza na końcu z pytaniem: Jak to jest żyć w dekoracjach, które pękają jak hollywoodzka scenografia? Jak to jest w tych pęknięciach widzieć siebie? Jak to jest, dzwonić z Ameryki do przyjaciela z łódzkiego getta i rozmawiać z nim, wiedząc, że to niebezpieczne? Wiedząc, że to niemożliwe. Jak to jest, żyć z poczuciem winy za wszystko, co się w życiu zrobiło? Za to, że się żyje? Jak to jest, usłyszeć, że jest się tchórzem? Ze sceny, prosto w oczy. Mocny, odważny tekst nie tylko o tym, jak to jest być Żydem, nie tylko o tym, jak to jest być homoseksualnym Żydem, ale o tym, jak to jest być człowiekiem i jak z tym żyć.“
Spektakl nie daje prostych odpowiedzi i właśnie w tym tkwi jego siła. „Hersh” opowiada o emigracji bez patosu i stereotypów. Pokazuje samotność człowieka wyrwanego z własnego świata, tęsknotę za utraconą ojczyzną oraz konieczność nieustannego budowania siebie od nowa. To również historia o pamięci — tej prywatnej i tej historycznej — która nigdy nie pozwala całkowicie odciąć się od przeszłości.
Duże wrażenie robi sposób połączenia teatralnej intymności z hollywoodzkim rozmachem. Dynamiczne sceny, wyraziste dialogi i ironiczny humor przeplatają się z momentami bardzo osobistymi i emocjonalnymi. Dzięki temu spektakl ani przez chwilę nie traci tempa, a jednocześnie pozostawia przestrzeń na refleksję.
Na uwagę zasługuje również warstwa wizualna przedstawienia. Scenografia i światło skutecznie budują klimat złotej ery Hollywood, jednocześnie podkreślając narastające poczucie zagrożenia. Świat filmu pokazany jest tutaj jako miejsce kuszące, ale bezwzględne — fabryka marzeń, która równie łatwo może człowieka wynieść na szczyt, jak i całkowicie zniszczyć.
„Hersh” to spektakl o miłości, ambicji, strachu i potrzebie przynależności. O tym, jak łatwo zatracić siebie w pogoni za sukcesem i jak trudno uwolnić się od własnej historii. Ishbel Szatrawska stworzyła dramat współczesny w formie, ale głęboko zakorzeniony w doświadczeniach XX wieku — opowieść aktualną, poruszającą i pozostającą z widzem jeszcze długo po zakończeniu przedstawienia.
To teatr, który nie tylko opowiada historię, ale zmusza do zadawania pytań. I właśnie dlatego „Hersh” okazuje się jednym z tych spektakli, które naprawdę warto było zobaczyć.

Od urodzenia mieszkanka miasta Gdańsk, orunianka, malarka, graficzka, poetka fotografka, felietonistka, publicystka na Portalu Gdańsk Miasto Marzeń.
Manager środowisk artystycznych
Członek KMPOiW "Solidarność"


























































