Halina Larsson – cisza Północy zaklęta w akwareli. Jedno spojrzenie, wiele emocji
Są artyści, którzy potrzebują dużych przestrzeni, światła reflektorów i licznej publiczności. Są też tacy, którzy przez lata tworzą trochę na uboczu, w ciszy, bez potrzeby pokazywania światu tego, co powstaje pod ich ręką. Prawdziwa wartość twórczości nie zawsze pojawia się od razu. Czasem dojrzewa po cichu, w pokorze, by z czasem przemówić do odbiorcy znacznie silniej niż dzieła stworzone dla samego rozgłosu. Halina Larsson należy właśnie do tych drugich.
Z wykształcenia polonistka, z zawodu pielęgniarka, z zamiłowania fotografka i akwarelistka. Wspomina o sobie w rozmowach jako o zwyczajnej osobie. Moim zdaniem jest wyjątkowa i pełna wewnętrznego ciepła, jednocześnie utalentowana. Posiada niezwykłą umiejętność zatrzymywania w obrazie tego, co często pozostaje niewidoczne: nastroju, światła, ciszy, ulotnego momentu. Jej zdjęcia to magia chwili, którą w ułamku sekundy zamyka w pamięci.
Urodziła się w Polsce, ale od lat mieszka w Szwecji, na jej zachodnim wybrzeżu, pomiędzy Halmstad a Göteborgiem. I właśnie tam, pośród surowej, tajemniczej natury Północy, odnalazła przestrzeń, która bardzo mocno współgra z jej wewnętrznym światem. Żartuje, że prawdopodobnie jest potomkinią wikingów, bo już od dzieciństwa ciągnęło ją do północnego światła, przestrzeni i tajemniczości natury.
A jednak jej serce wciąż mocno bije dla Polski, szczególnie dla Gdańska. To tutaj stawiała pierwsze kroki jako świadomy dorosły człowiek. To właśnie Gdańsk kojarzy jej się z wolnością i szczęściem. I chyba nie jest przypadkiem, że właśnie tutaj, w mieście, które zajmuje w jej sercu szczególne miejsce, zdecydowała się pokazać swoje prace.
Halina Larsson zaczęła malować około dziesięciu lat temu. Akwarela zachwyciła ją od pierwszego wejrzenia, a właściwie – jak sama mówi – od pierwszego dotyku pędzla i koloru. Początki jednak nie były łatwe. Akwarela ma bowiem własne zasady. Nie zawsze pozwala się prowadzić tam, gdzie zaplanował artysta. Farba rozpływa się, przenika, miesza, tworzy przypadkowe struktury. Trzeba nauczyć się z nią współpracować, a nie próbować całkowicie nad nią panować.
Artystka uczyła się metodą prób i błędów, korzystała z kursów, warsztatów, plenerów i spotkań z artystami. Wiele zawdzięcza między innymi duńskiej malarce Marianne Gross oraz angielskiej akwarelistce Jean Haines. Rozwijała swoje umiejętności również pod okiem takich twórców jak Veronice Piaser-Moyen, Maria Ginzburg, Michał Suffczyński, Pia Brix-Thomsen czy Stefan Gadnell.
Jej artystyczną edukację dopełniały książki, albumy, biografie malarzy oraz publikacje poświęcone technikom akwarelowym. Ale wiedza techniczna to jedno. Drugie – znacznie trudniejsze – to odnalezienie własnego języka. I właśnie to wydaje się w twórczości Haliny najciekawsze. Nie maluje tylko tego, co widzi. Maluje z uczuciem a jej prace urzekają, są wyjątkowe.
Głównymi motywami jej prac są pejzaże i kwiaty. Nie są jednak fotograficznym odzwierciedleniem natury. Artystka nie próbuje namalować świata dokładnie takim, jaki jest. Ona próbuje namalować wrażenie, jakie świat w niej pozostawia. Mgła unosząca się nad jeziorem. Kwiaty skąpane w słońcu. Fragment krajobrazu zauważony podczas spaceru. Światło, które na chwilę zmienia zwykłą przestrzeń w coś niezwykłego. Barwne spektakle opatrzone w ramy nabierają szczególnego wymiaru.
To nie są dla niej jedynie motywy malarskie. To emocje zapisane kolorem. Artystka bawi się światłem, zestawia barwy, eksperymentuje z różnymi rodzajami papieru. Ten sam pomysł, ten sam motyw może dzięki temu stać się początkiem kilku zupełnie różnych obrazów. Czasami sięga również po sól, która w kontakcie z mokrą akwarelą tworzy niepowtarzalne struktury i wzory. To kolejny element przypadku, z którym artystka nie walczy, lecz pozwala mu współtworzyć obraz. I właśnie dlatego jej prace nie są zawsze identycznym zapisem rzeczywistości. Są malarską impresją.
Malowanie jest dla twórczyni jak czas spędzony z najwspanialszy przyjaciel – tak mówi o swojej twórczości. Bo jej malowanie nie wydaje się wyścigiem ani potrzebą udowodnienia czegokolwiek. Jest raczej spotkaniem – z samą sobą, z naturą, ze światłem, z emocjami. Może dlatego jej akwarele są tak dalekie od krzyku. Wyczuwa się w nich spokój, ciszę, nostalgię…
Kiedy patrzę na prace Haliny Larsson, mam wrażenie, że są trochę takie jak ona sama – ciche, spokojne, subtelne, ale jednocześnie niezwykle wyraziste. Nie ma w nich pompatyczności ani potrzeby epatowania formą. Jest za to wrażliwość. Są jak papierek lakmusowy jej samej – pokazują emocje, sposób patrzenia i potrzebę odnajdywania piękna w tym, co pozornie zwyczajne. Jej obrazy nie domagają się uwagi. One ją przyciągają.
Zderzenia kolorów, które mogłyby wydawać się odważne, zostają przez nią wykorzystane z niezwykłym wyczuciem. Barwy nie konkurują ze sobą, ale zaczynają ze sobą rozmawiać. I może właśnie dlatego chce się na te prace patrzeć dłużej. Nadszedł czas, aby wyszły odważnie twórczego cienia niewiary w swój niebywały talent.
Artystka sama przyznaje, że rzadko pokazuje swoje prace publicznie. Właściwie można powiedzieć, że wystawy nie są jej naturalnym środowiskiem. Tym bardziej cieszy fakt, że zdecydowała się zrobić krok poza własną, bezpieczną przestrzeń. Czasami artysta potrzebuje właśnie takiego impulsu – żeby to, co przez lata pozostawało w zaciszu pracowni, mogło spotkać się z odbiorcą. Jest skromnym człowiekiem, z pokorą odnosi się do swoich twórczych aktów, które bardziej wypełniały jej wnętrze niż wnętrza galerii…A przecież sztuka zaczyna żyć w pełni dopiero wtedy, kiedy ktoś na nią patrzy, coś w niej odnajduje, zatrzymuje się przed nią choćby na chwilę.
Jestem przekonana, że w przypadku akwareli tej artystki takich chwil zatrzymania będzie wiele. Wyeksponowane w ramach, odpowiednio oświetlone, jej obrazy zapewne nabiorą jeszcze większej intensywności. Ich delikatność nie oznacza bowiem słabości. Przeciwnie – jest ich siłą.
Prace będzie można zobaczyć podczas wernisażu wystawy czterech artystek, które zaprezentują cztery zupełnie różne światy. Halina Larsson będzie jedną z bohaterek tego niezwykłego spotkania. Wernisaż wystawy „Cztery spojrzenia” odbędzie się na początku września w Hotelu Mercure Gdańsk Stare Miasto.
Spotkają się cztery artystki, cztery osobowości i cztery sposoby patrzenia na świat. Obok Haliny Larsson swoje prace zaprezentują trzy kolejne niezwykle interesujące twórczynie.
Katarzyna Jedrys Siuda to gdańska artystka specjalizująca się w akwareli, ambasadorka marki Renesans Polska. Jej twórczość to spotkanie koloru i światła. W swoich pracach potrafi dostrzec subtelne piękno otaczającego świata i przełożyć je na nastrojowe, pełne delikatności kompozycje. Jej akwarele pokazują, że niewielka ilość środków może wystarczyć, aby stworzyć obraz pełen emocji.
Elwira Bożena Wojewska tworczyni z Bydgoszczy. Zaprezentuje swój niezwykły świat lalek Tilda. Artystka pokazuje, że sztuka może przybierać najbardziej nieoczywiste formy. Każda lalka ma 55 cm wysokości i jest ręcznie stylizowana. Ubrania powstają z najwyższej jakości materiałów, buty i torebki są wykonane ze skóry, a każda stylizacja jest niepowtarzalna. Płaszcze, sukienki, sweterki, dodatki, torebki, buty, a nawet bielizna – wszystko tworzy przemyślaną, miniaturową opowieść o kobiecości, modzie i fantazji. Tildy można również personalizować, dzięki czemu mogą stać się wyjątkowym, osobistym prezentem.
Joanna Grotowska – gdańska fotografka, która patrzy na świat przez obiektyw, ale również przez własną wrażliwość. Twórczość artystki obejmuje street foto, pejzaż i architekturę. Potrafi dostrzec wyjątkowy kadr tam, gdzie inni przechodzą obojętnie. Codzienność staje się u niej materiałem do opowieści. Ulica, człowiek, architektura, światło czy przypadkowo uchwycony moment nabierają nowego znaczenia. Jej fotografie są osobistym spojrzeniem na przestrzeń i rzeczywistość.
Jedna wystawa – cztery spojrzenia. I właśnie na tym polega niezwykłość tej wystawy. Akwarela Haliny Larsson i Kasi Jedrys Siudy, ręcznie tworzone lalki Tilda Elwiry Bożeny Wojewskiej oraz fotografia Joanny Grotowskiej być może to pozornie bardzo odległe światy a jednak łączy je coś ważniejszego – potrzeba opowiadania o rzeczywistości poprzez własną wrażliwość.
Jedna artystka odnajduje emocje w północnym krajobrazie, druga w świetle i kolorze, trzecia zamyka kobiecość i fantazję w niezwykłych postaciach lalek Tilda, a czwarta zatrzymuje w kadrze to, obok czego inni przechodzą obojętnie.
Cztery różne techniki. Cztery temperamenty. Cztery historie. I być może właśnie dlatego warto zobaczyć tę wystawę – aby przekonać się, jak różnie można patrzeć na świat.
Zapraszamy na wernisaż „Cztery spojrzenia” 3 września 2026 r. o godz. 18:00 do Hotelu Mercure Gdańsk Stare Miasto przy ul. Heweliusza 22.
Organizatorami wydarzenia są Hotel Mercure Gdańsk Stare Miasto, Daniel Pietrzak oraz Barbara Raksimowicz – Wypustek.
Współorganizacja: Aneta Matwiejszyn i Małgorzata Walkiewicz.
Patronat medialny nad wydarzeniem objął Portal Informacyjno – Kulturalno – Publicystyczny „Gdańsk Miasto Marzeń”.
Warto przyjść. Nie tylko po to, by zobaczyć prace czterech artystek, ale również po to, by na chwilę zwolnić, zatrzymać się przed obrazem, fotografią czy niezwykłą Tildą i pozwolić sobie spojrzeć na świat z czterech różnych perspektyw.
Cztery artystki. Cztery spojrzenia. Cztery historie. Jedno wyjątkowe spotkanie ze sztuką.
Beata Lewandowska
















Od urodzenia mieszkanka miasta Gdańsk, orunianka, malarka, graficzka, poetka fotografka, felietonistka, publicystka na Portalu Gdańsk Miasto Marzeń.
Manager środowisk artystycznych
Członek KMPOiW "Solidarność"



























































