...
Aktualności

Dziecko w sieci – zdjęcie, które może zostać na zawsze

Dziecko w sieci – zdjęcie, które może zostać na zawsze

Media społecznościowe stały się częścią codziennego życia. Publikujemy zdjęcia z wakacji, rodzinnych spotkań, uroczystości szkolnych, urodzin czy zwykłych chwil spędzanych z dziećmi. Dla dorosłego może to być niewinny gest, pamiątka albo sposób podzielenia się radością z bliskimi. Warto jednak zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytanie: czy dziecko chciałoby, aby to zdjęcie było dostępne dla innych ludzi?

Dziecko nie zawsze jest w stanie przewidzieć konsekwencje publikacji swojego wizerunku. Nie wie, kto zapisze fotografię, skopiuje ją, przerobi, udostępni dalej albo wykorzysta w zupełnie innym kontekście. To, co dziś wydaje się zabawne lub słodkie, za kilka lat może stać się dla nastolatka źródłem wstydu, kpin, a nawet poważnego problemu wśród rówieśników.

Szczególnie niebezpieczne jest publikowanie zdjęć przedstawiających dzieci w sytuacjach intymnych, krępujących, podczas płaczu, złości, choroby, niepowodzenia czy zabawy, która z perspektywy dorosłego wydaje się śmieszna. Dziecko nie powinno być materiałem do zdobywania polubień, komentarzy i wyświetleń. Jego godność nie może być ceną za popularność rodzica w internecie.

Trzeba również pamiętać, że internet nie zapomina tak łatwo, jak człowiek. Zdjęcie może zostać pobrane i funkcjonować poza kontrolą osoby, która je pierwotnie opublikowała. Usunięcie posta nie zawsze oznacza usunięcie wszystkich jego kopii.

Od niewinnego zdjęcia do szkolnego pośmiewiska

Jeszcze poważniejszy problem pojawia się wtedy, gdy zdjęcie dziecka trafia w ręce rówieśników. W środowisku szkolnym jeden obraz może stać się początkiem lawiny.

Fotografia może zostać opatrzona obraźliwym komentarzem, przerobiona, zamieszczona w memie, zestawiona z poniżającym tekstem albo rozpowszechniona w zamkniętych grupach. Wystarczy jedno udostępnienie, aby materiał zaczął krążyć pomiędzy kolejnymi osobami.

Tak rodzi się cyberprzemoc – nękanie, ośmieszanie, wykluczanie, rozpowszechnianie kompromitujących materiałów, podszywanie się pod inną osobę czy publikowanie obraźliwych treści. W przeciwieństwie do konfliktu, który kończy się po opuszczeniu szkoły, przemoc internetowa może towarzyszyć dziecku również w domu, wieczorem i w czasie, który powinien być dla niego bezpieczny.

Telefon może więc stać się narzędziem zarówno kontaktu, jak i przemocy.

Rówieśnicy potrafią przekroczyć granicę bardzo szybko

Okres dorastania wiąże się z potrzebą akceptacji grupy. Młody człowiek chce być zauważony, lubiany i traktowany jako część społeczności. Jednocześnie nie zawsze potrafi przewidzieć skutki własnego zachowania.

Czasami zaczyna się niewinnie: od żartu, komentarza, mema czy nagrania. Potem pojawia się grupa osób, która się przyłącza. Ktoś udostępnia materiał, ktoś dodaje obraźliwy podpis, następna osoba robi kolejną przeróbkę. Z czasem człowiek, którego dotyczy cała sytuacja, przestaje być postrzegany jak kolega czy koleżanka, a zaczyna funkcjonować jako „obiekt żartu”.

To właśnie w tym miejscu żart może zamienić się w przemoc.

Nie można usprawiedliwiać takiego zachowania słowami: „to tylko internet”, „przecież nic się nie stało”, „on sam wrzucił zdjęcie” albo „wszyscy się śmiali”. Fakt, że coś zostało opublikowane w internecie, nie daje nikomu prawa do poniżania drugiego człowieka.

Szczególnie niebezpieczna jest przemoc grupowa

W internecie odpowiedzialność łatwo się rozmywa. Jedna osoba publikuje materiał, kilka kolejnych go udostępnia, następne komentują, a kilkadziesiąt osób obserwuje i milczy.

W efekcie sprawca może uważać, że „to nie tylko on”, a osoby przyglądające się sytuacji mogą przekonywać same siebie, że przecież niczego nie zrobiły.

Tymczasem dla osoby nękanej nie ma znaczenia, kto stworzył pierwszy post. Widzi setki reakcji, komentarzy i udostępnień. Może mieć poczucie, że cała grupa jest przeciwko niej.

Dlatego ogromne znaczenie ma reakcja świadków. Nieudzielanie wsparcia ofierze i dalsze rozpowszechnianie materiału może pogłębiać problem. Czasami najważniejszym działaniem jest nie polubić, nie udostępnić, nie komentować i powiedzieć o sytuacji dorosłemu.

Rodzice również mają odpowiedzialność

Dorosły powinien pamiętać, że dziecko nie jest własnością rodzica w przestrzeni internetu. Rodzicielstwo daje obowiązek troski o bezpieczeństwo dziecka, a nie automatyczne prawo do publikowania wszystkiego, co go dotyczy.

Warto przed publikacją zadać sobie kilka prostych pytań:

Czy moje dziecko chciałoby, aby zobaczyli to jego koledzy?
Czy za kilka lat nadal będzie mu z tym dobrze?
Czy fotografia nie może zostać wykorzystana przeciwko niemu?
Czy naprawdę muszę ją publikować publicznie?

Jeżeli pojawia się choć cień wątpliwości, rozsądniej jest zdjęcia nie publikować.

Potrzebna jest również rozmowa z młodzieżą

Nie wystarczy powiedzieć nastolatkowi: „nie używaj internetu”. Media społecznościowe są częścią współczesnego życia. Młody człowiek musi natomiast nauczyć się korzystać z nich odpowiedzialnie.

Trzeba rozmawiać o tym, czym różni się żart od upokorzenia, czym jest zgoda na publikację wizerunku, dlaczego nie wolno rozpowszechniać kompromitujących zdjęć oraz dlaczego należy reagować, gdy rówieśnik jest nękany.

Trzeba też jasno powiedzieć: ekran telefonu nie odbiera odpowiedzialności za własne zachowanie.

Słowa napisane w komentarzu również mogą zranić. Zdjęcie przesłane na grupę również może upokorzyć. Udostępnienie filmu również może mieć konsekwencje.

Nie wszystko, co można opublikować, powinno zostać opublikowane

W świecie nieustannego fotografowania i nagrywania łatwo zapomnieć o podstawowej wartości – szacunku dla drugiego człowieka.

Dziecko ma prawo dorastać bez świadomości, że każda jego pomyłka, zabawna mina, łza czy niezręczna sytuacja może zostać utrwalona i pokazana tysiącom osób.

Dlatego zanim naciśniemy „opublikuj”, warto pomyśleć nie o liczbie polubień, ale o człowieku znajdującym się na fotografii.

Bo zdjęcie może trwać kilka sekund.

Jego konsekwencje mogą pozostać na lata.

A internet powinien być miejscem komunikacji i wiedzy, a nie przestrzenią, w której dzieci uczą się, że cudze upokorzenie może być rozrywką.

b.l.

Prezes Stowarzyszenia "Gdańsk Miasto Marzeń"

Od urodzenia mieszkanka miasta Gdańsk, orunianka, malarka, graficzka, poetka fotografka, felietonistka, publicystka na Portalu Gdańsk Miasto Marzeń.

Manager środowisk artystycznych
Członek KMPOiW "Solidarność"

Pokrewne wpisy

Zostaw komentarz

* Korzystając z tego formularza wyrażasz zgodę na przechowywanie i przetwarzanie Twoich danych przez tę witrynę.

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Założymy, że to Ci odpowiada, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuję Czytaj więcej

Polityka prywatności i plików cookie