...
Aktualności

SOLIDARNOŚĆ – DROGA PRAWDY, WOLNOŚCI I WIERNOŚCI IDEAŁOM

SOLIDARNOŚĆ – DROGA PRAWDY, WOLNOŚCI I WIERNOŚCI IDEAŁOM

„Nigdy człowiek nie zazna szczęścia kosztem drugiego człowieka, niszcząc jego wolność, depcząc jego godność i hołdując egoizmowi”.

                                          Papież Jan Paweł II

31 sierpnia 1980 roku nie był jedynie dniem podpisania Porozumień Sierpniowych. Był dniem, w którym po latach strachu miliony Polaków zobaczyły, że można powiedzieć „nie” systemowi, który próbował odebrać człowiekowi nie tylko wolność, ale również godność. Był początkiem wielkiej drogi, na której zwykli ludzie pokazali, że nawet najbardziej rozbudowany system represji nie jest w stanie pokonać społeczeństwa, które potrafi się zjednoczyć.

Dzisiaj, po 46 latach, słowa o „Solidarności” nie powinny być jedynie wspomnieniem historycznym. Powinny być także pytaniem o ludzi, którzy ją tworzyli. O ich odwagę, konsekwencję i cenę, jaką płacili za wierność własnym przekonaniom. Powinny być również pytaniem o to, czym jest „Solidarność” dzisiaj i czy nadal potrafimy być razem wtedy, kiedy drugi człowiek potrzebuje naszego wsparcia.

Jednym z ludzi, których historia nierozerwalnie związana jest z walką o wolną Polskę, jest Krzysztof Wyszkowski. 31 sierpnia 2026 roku, podczas uroczystości w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej, został odznaczony przez prezydenta Karola Nawrockiego Orderem Orła Białego. Order przyznano mu w uznaniu znamienitych zasług dla przemian demokratycznych w Polsce oraz za osiągnięcia w działalności państwowej i publicznej.

To symboliczne miejsce i symboliczny dzień. Właśnie tutaj warto przypomnieć, że zanim powstała „Solidarność”, byli ludzie, którzy przez lata mieli odwagę działać wtedy, gdy nie było jeszcze masowego ruchu, wielkich tłumów stojących za ich plecami ani pewności, że ich wysiłek przyniesie zwycięstwo.

Krzysztof Wyszkowski był działaczem opozycji antykomunistycznej i niepodległościowej, współpracownikiem Komitetu Samoobrony Społecznej KOR, współzałożycielem Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża oraz uczestnikiem strajku w Stoczni Gdańskiej. Od 1975 roku był rozpracowywany przez Służbę Bezpieczeństwa. Był człowiekiem, którego system próbował zastraszyć, a którego niezłomności nie udało się złamać.

PRL-owski reżim potrafił niszczyć człowieka na wiele sposobów. Nie zawsze była to otwarta przemoc. Często były to wieloletnia inwigilacja, przesłuchania, zatrzymania, aresztowania, internowanie, utrata pracy, próby kompromitowania, presja wywierana na rodziny i nieustanne poczucie, że człowiek jest obserwowany. System próbował odbierać ludziom poczucie bezpieczeństwa, spychać ich na margines i przekonywać, że opór nie ma sensu.

Szczególnie niewygodni byli ci, którzy nie chcieli podporządkować prawdy politycznej wygodzie. Ci, którzy organizowali niezależną działalność społeczną, wydawali niezależne publikacje, upominali się o prawa pracowników i mówili głośno o rzeczywistości, której władza nie chciała pokazywać.

W tej historii nie sposób nie wspomnieć o Annie Walentynowicz – robotnicy Stoczni Gdańskiej, działaczce Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, kobiecie, która stała się jednym z symboli polskiej drogi do wolności. Jej zwolnienie z pracy w sierpniu 1980 roku stało się jednym z bezpośrednich impulsów do rozpoczęcia strajku w Stoczni Gdańskiej.

Za tą decyzją stało jednak coś znacznie większego. Ludzie musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można pozwolić, aby człowieka skrzywdzono tylko dlatego, że jest niewygodny dla władzy.

Wokół sprawy Anny Walentynowicz zaczęli jednoczyć się ludzie. Nie wszyscy od początku byli przekonani, że strajk powinien trwać. Były obawy przed konsekwencjami, przed utratą pracy, represjami i reakcją władz. Były też głosy, które chciały powstrzymać protest, zanim przybierze on większy rozmiar.

A jednak stało się coś niezwykłego. Ludzie zaczęli rozumieć, że obrona jednej osoby może stać się obroną wartości ważnych dla wszystkich. Sprawa Anny Walentynowicz przestała być wyłącznie sprawą jednej pracownicy. Stała się symbolem sprzeciwu wobec niesprawiedliwości i upokorzenia człowieka.

Strajk szybko przestał być wyłącznie sprawą jednej stoczni. Do protestujących zaczęły dołączać kolejne zakłady, chociaż niektórzy pragnęli powstrzymać tę falę strajków. Pojawiły się postulaty dotyczące praw pracowniczych, wolnych związków zawodowych, wolności słowa i podstawowych praw obywatelskich. Tak rodziła się „Solidarność” – wielki ruch społeczny, który połączył ludzi ponad różnicami i pokazał, że społeczeństwo może przeciwstawić się systemowi.

Wspominając bohaterów tamtych dni – Annę Walentynowicz, Krzysztofa Wyszkowskiego, Joannę i Andrzeja Gwiazdów, Andrzeja Kołodzieja i wielu innych – nie można zapominać o tysiącach zwykłych ludzi, którzy stanęli po stronie prawdy. To robotnicy, pracownicy, rolnicy, inteligencja i mieszkańcy wielu polskich miast stworzyli siłę, której władza nie mogła już łatwo zignorować. Byli w cieniu, ale ramię w ramię potrafili stanąć solidarnie obok siebie…

To nie same nazwiska stworzyły „Solidarność”. To ludzie stworzyli nazwiska, które później zapisały się w historii. Czasem niesłusznie przepisując wielkie zasługi…

Za tę postawę wielu zapłaciło ogromną cenę. Byli aresztowani, przesłuchiwani, internowani, inwigilowani. Tracili pracę, możliwości zawodowe, bezpieczeństwo i spokój rodzinny. Niektórzy przez całe lata żyli ze świadomością, że są obserwowani. Próbowano ich zastraszyć, skłócić, skompromitować i zmusić do milczenia.

Nie wszyscy jednak się wycofali.

I właśnie dlatego są dzisiaj tak ważni. Nie dlatego, że byli ludźmi bez słabości czy popełniali wyłącznie właściwe decyzje. Są ważni dlatego, że w najważniejszych chwilach potrafili postawić granicę, której nie chcieli przekroczyć. Granicę pomiędzy prawdą a kłamstwem, wolnością a zniewoleniem, godnością a upokorzeniem.

Prezydent Karol Nawrocki, wręczając Krzysztofowi Wyszkowskiemu Order Orła Białego, podkreślił jego niezłomność i wierność ideałom. Wyszkowski – mimo inwigilacji, zastraszania, aresztowania i internowania – pozostał wierny swoim przekonaniom i nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. Takich ludzi było więcej. To właśnie z ich postaw wyrastała siła „Solidarności”.

Ale mówiąc o „Solidarności”, nie możemy zatrzymać się wyłącznie na roku 1980.

„Solidarność” nadal istnieje i działa w naszym kraju. Dzisiaj jest związkiem zawodowym, który podejmuje walkę o prawa pracowników, o godne warunki zatrudnienia, wynagrodzenia, miejsca pracy i bezpieczeństwo ludzi. Angażuje się również w sprawy rolników, polskich przedsiębiorstw, firm i całych branż gospodarki. W wielu sytuacjach występuje w obronie tych, którzy nie zawsze mają wystarczającą siłę, aby samodzielnie przebić się ze swoim problemem do opinii publicznej.

Często odbywa się to bez wielkich nazwisk, bez kamer i bez zainteresowania najważniejszych mediów lub jest pomijane…Są ludzie, którzy spotykają się z pracownikami, prowadzą negocjacje, piszą pisma, organizują protesty i przez wiele miesięcy walczą o sprawy, o których większość społeczeństwa nawet nie słyszy.

To również jest „Solidarność”.

Może mniej widowiskowa niż ta z 1980 roku. Może pozbawiona tamtej niezwykłej atmosfery historycznego przełomu. Ale nadal realna i obecna w życiu społecznym.

Podczas jednego ze spotkań w Europejskim Centrum Solidarności padło jednak ważne stwierdzenie, że wymiar dzisiejszej „Solidarności” nie ma już takiej siły i takiego społecznego wymiaru, jaki miała w 1980 roku. Nie jednoczy Polaków w takim stopniu jak wtedy.

Trudno się z tym spostrzeżeniem nie zmierzyć i zadać pytanie, czy wielkie nazwiska nie powinny wspierać działania dzisiejszej Solidarności, która walczy o wiele ważnych kwestii…

Trzeba jednak pamiętać, że dzisiejsza „Solidarność” działa w zupełnie innych warunkach. W 1980 roku istniał jeden system polityczny, przeciwko któremu można było wystąpić wspólnie. Był wspólny przeciwnik i wspólne poczucie zniewolenia. Dzisiaj żyjemy w państwie demokratycznym, a problemy społeczne są znacznie bardziej złożone. Ludzie różnią się poglądami politycznymi, światopoglądem, oceną kolejnych rządów i wizją państwa.

Największym wyzwaniem nie jest więc odtworzenie roku 1980. Historii nie da się powtórzyć.

Wyzwaniem jest odzyskanie umiejętności bycia razem.

Bo czym innym jest historyczny fenomen społeczny, który w ciągu kilku tygodni zjednoczył ogromną część społeczeństwa, a czym innym codzienna praca związku zawodowego w demokratycznym państwie.

Współczesna „Solidarność” nadal staje po stronie pracowników. Wspiera również rolników, którzy walczą o przyszłość swoich gospodarstw i opłacalność produkcji. Zabiera głos w sprawach dotyczących polskich firm, przedsiębiorstw i miejsc pracy. Nie zawsze jednak otrzymuje wsparcie wielkich nazwisk, nie zawsze znajduje się w centrum zainteresowania opinii publicznej.

A przecież solidarność społeczna nie powinna zależeć od tego, czy sprawę prowadzi ktoś znany. Powinna zależeć od tego, czy sprawa jest ważna. Dlatego dzisiaj warto zapytać nie tylko, ile jest „Solidarności” w „Solidarności”, ale również ile jest solidarności w nas samych.

Czy potrafimy stanąć obok człowieka, który ma problem, nawet jeśli nie należy do naszego środowiska? Czy potrafimy poprzeć pracownika walczącego o swoje prawa, rolnika walczącego o przyszłość gospodarstwa, przedsiębiorcę próbującego utrzymać firmę i miejsca pracy? Czy potrafimy dostrzec wspólny interes tam, gdzie wcześniej widzieliśmy wyłącznie różnice?

W 1980 roku robotnik z jednego zakładu potrafił stanąć w obronie człowieka z innego zakładu. Protest jednego środowiska stawał się sprawą innych. Ludzie odkryli, że ich siła nie tkwi w pojedynczym człowieku, ale we wspólnocie.

Dzisiaj jesteśmy bardziej podzieleni. Często łatwiej jest nam zaatakować człowieka stojącego po drugiej stronie sporu niż zapytać, czy w konkretnej sprawie nie walczymy przypadkiem o to samo.

A przecież „Solidarność” to nie tylko nazwa związku zawodowego. To przede wszystkim idea. Przekonanie, że człowiek nie powinien pozostawać sam wtedy, kiedy spotyka go niesprawiedliwość. Że pracownik nie powinien być bezbronny wobec silniejszego. Że rolnik ma prawo upominać się o przyszłość swojej ziemi i gospodarstwa. Że przedsiębiorca prowadzący polską firmę ma prawo oczekiwać warunków, które pozwolą mu rozwijać działalność i utrzymywać miejsca pracy. Że interes społeczny nie powinien być podporządkowany wyłącznie interesom politycznym.

46. rocznica Porozumień Sierpniowych powinna więc być nie tylko świętem pamięci o wielkich wydarzeniach. Powinna być również momentem refleksji nad tym, co z dziedzictwa „Solidarności” pozostało w nas dzisiaj. Prezydent Karol Nawrocki podczas uroczystości w Sali BHP postawił pytanie: ile jest dzisiaj „Solidarności” w wolnej i niepodległej Polsce?

To pytanie pozostaje otwarte.

Odpowiedź nie znajduje się wyłącznie w liczbie członków związku, wielkości manifestacji czy sile politycznego przekazu. Prawdziwym sprawdzianem jest to, czy potrafimy stanąć obok drugiego człowieka, kiedy potrzebuje wsparcia.

Bo wolność nie została nam dana za darmo.

Została okupiona odwagą konkretnych ludzi – tych wielkich, których nazwiska znamy, ale również tych cichych bohaterów, których nazwisk historia często nie zapisała.

Anny Walentynowicz, Krzysztofa Wyszkowskiego, Joanny i Andrzeja Gwiazdów, Andrzeja Kołodzieja i wielu innych nie da się zamknąć wyłącznie w historycznych fotografiach. Ich postawy przypominają nam, że są wartości, których nie powinno się sprzedawać za święty spokój. Bo czasami jeden człowiek staje się początkiem wielkiej zmiany.

Czasami obrona jednej osoby staje się obroną tysięcy.

Czasami trzeba mieć odwagę powiedzieć „nie”, kiedy większość jeszcze milczy.

I być może właśnie to jest najważniejsze dziedzictwo „Solidarności” – nie sama historia, nie pomniki i rocznice, lecz przekonanie, że człowiek nigdy nie powinien pozostawać sam wobec niesprawiedliwości.

Wtedy była to walka o wolność Polski.

Dzisiaj jest to również walka o godność pracy, prawa pracowników, przyszłość polskich rolników, rozwój rodzimych przedsiębiorstw i poczucie, że państwo powinno służyć swoim obywatelom.

„Solidarność” nie powinna być tylko wspomnieniem sierpnia 1980 roku. Powinna być żywą wartością.

Bo jeśli zapomnimy, czym jest solidarność między ludźmi, wówczas pozostanie nam już tylko wspominać tych, którzy kiedyś potrafili być razem.

Obchody miały też miejsce na terenie Stoczni.

Tegoroczne miejskie obchody 46. rocznicy Sierpnia ’80 i narodzin „Solidarności” miały w Gdańsku szczególny charakter. Miasto Gdańsk oraz Europejskie Centrum Solidarności przygotowały program, który miał przypominać nie tylko o samym historycznym wydarzeniu, ale przede wszystkim o ludziach, którzy je tworzyli. W centrum obchodów znalazł się Plac Solidarności i historyczna Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej. O godzinie 12 odbyło się uroczyste, wspólnotowe ukwiecenie i otwarcie bramy, nawiązujące do pamiętnego sierpnia 1980 roku, kiedy tysiące gdańszczan gromadziły się przed stocznią, wspierając strajkujących robotników. W wydarzeniu uczestniczyli świadkowie i bohaterowie tamtych wydarzeń.

Program przygotowany przez miasto i ECS był znacznie szerszy. Obejmował spotkania ze świadkami historii, spacery po wystawach, debaty, warsztaty, wydarzenia artystyczne oraz rozmowę poświęconą 50. rocznicy powstania Komitetu Obrony Robotników. Tegoroczne obchody zostały pomyślane jako wydarzenia dostępne dla różnych pokoleń, tak aby pamięć o Sierpniu nie pozostała wyłącznie częścią oficjalnych uroczystości, ale mogła być przekazywana kolejnym pokoleniom.

Ważnym elementem miejskich obchodów było również spotkanie przy Bramie nr 2 i wspólne przypomnienie narodzin „Solidarności”. Symboliczny gest ukwiecenia bramy miał przywołać atmosferę sierpnia 1980 roku, kiedy stocznia stała się miejscem, wokół którego skupiały się nadzieje i emocje tysięcy ludzi. Dziś, po 46 latach, ten sam gest nabiera jednak innego znaczenia. Jest przede wszystkim próbą zachowania pamięci o tych, którzy wówczas mieli odwagę powiedzieć „nie” systemowi i upomnieć się o godność człowieka.

I właśnie dlatego tegoroczne obchody warto postrzegać nie tylko jako uroczystości rocznicowe, lecz także jako okazję do zadania sobie pytania, czy potrafimy jeszcze odnaleźć wspólną przestrzeń ponad współczesnymi podziałami. Gdańsk przypomina dziś o narodzinach ruchu, którego największą siłą była wspólnota. Pamięć o Sierpniu ma sens wtedy, gdy nie ogranicza się do kwiatów, przemówień i historycznych fotografii, ale prowadzi nas do refleksji nad tym, czym dla współczesnego człowieka są wolność, godność, odpowiedzialność i solidarność z drugim człowiekiem.

Beata Lewandowska

Członek Solidarności KM POiW w Gdańsku

Prezes Stowarzyszenia "Gdańsk Miasto Marzeń"

Od urodzenia mieszkanka miasta Gdańsk, orunianka, malarka, graficzka, poetka fotografka, felietonistka, publicystka na Portalu Gdańsk Miasto Marzeń.

Manager środowisk artystycznych
Członek KMPOiW "Solidarność"

Pokrewne wpisy

Zostaw komentarz

* Korzystając z tego formularza wyrażasz zgodę na przechowywanie i przetwarzanie Twoich danych przez tę witrynę.

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Założymy, że to Ci odpowiada, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuję Czytaj więcej

Polityka prywatności i plików cookie