SOR. Poczekalnia, w której zatrzymuje się czas. Czy polski system ochrony zdrowia właśnie osiągnął granice swojej wydolności?

SOR. Poczekalnia, w której zatrzymuje się czas. Czy polski system ochrony zdrowia właśnie osiągnął granice swojej wydolności?

Na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym czas płynie inaczej.

Minuta potrafi trwać kwadrans, a godzina zamienia się w wieczność. Ciszę przerywa sygnał aparatury medycznej, odgłos otwieranych drzwi i kolejne nazwiska wywoływane przez personel. Jedni siedzą ze wzrokiem wbitym w podłogę, inni nerwowo spoglądają na zegarek. Ktoś próbuje uśmierzyć ból, ktoś inny powstrzymuje łzy, niektórym cisną się niecenzuralne słowa na usta. Generalnie atmosfera jest zawieszona jak zawieszona klima, która ponoć tak jest ustawiona i nic nie można zrobić /info otrzymane od pani na stanowisku x, nieco niezadowlonej z faktu, że w ogóle o to pytam – może jaka płaca taka nie moja racja/.  Telewizor zawieszony na ścianie staje się jedynym elementem, który choć na chwilę odciąga uwagę od bólu, niepewności i narastającego zmęczenia. Czy chciałabym tu pracować na SOR- ze – niekoniecznie, także z drugiej strony zaczynam rozumieć reakcję pani…

Dziś jestem tutaj nie jako pacjentka, lecz osoba towarzysząca. Uraz palca po wypadku w pracy, silny ból i krwotok sprowadziły nas na jeden z gdańskich SOR-ów. Zamiast skupiać się wyłącznie na własnej sytuacji, zaczęłam obserwować ludzi wokół siebie. Ich twarze, emocje i pytania.

Dlaczego wszyscy tak długo czekają?

Poczekalnia pełna historii…Godzina 21:21, mija 8 godzina pobytu tutaj  – przyjętych już sporo pacjentów – sądząc po numerkach. Chyba, że rządzą się swoimi, nieznanymi mi prawami. Enigma i niewiadoma, jednak dane statystyczne dają jasny obraz sytuacji na SOR-ach. W ostatnim czasie Szpitalne Oddziały Ratunkowe przyjmują coraz więcej pacjentów. Są dni, gdy ich obłożenie osiąga bardzo wysoki poziom. Widać to między innymi w Szpitalu św. Wojciecha oraz Szpitalu im. Kopernika w Gdańsku. Zdarza się, że pomoc otrzymuje średnio nawet 200 osób.


Każdy człowiek siedzący na szpitalnym korytarzu ma własną historię. Starszy pan z problemami z oddychaniem. Kobieta po upadku. Młody mężczyzna z zabandażowaną ręką. Obok stewardessa, która porozumiewa się wyłącznie po angielsku. Są także inni cudzoziemcy.

Zastanawiam się, co myślą o polskiej służbie zdrowia. Czy w ich krajach wygląda to podobnie? Czy również spędzają wiele godzin w oczekiwaniu na pomoc? A może system działa tam sprawniej?

Poczekalnia z każdą godziną zapełnia się coraz bardziej. Atmosfera gęstnieje. Widać zniecierpliwienie, zmęczenie i narastające napięcie. Nie dlatego, że personel nie pracuje. Wręcz przeciwnie – lekarze i pielęgniarki nieustannie przemieszczają się między pacjentami. Problem wydaje się znacznie głębszy.

Cień afery z warszawskiego SOR-u

W pamięci wielu osób wciąż obserwujących wydarzenia w naszym kraju pozostaje głośna sprawa warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie – według medialnych doniesień – miały funkcjonować specjalne ścieżki przyjęć dla znanych polityków i ich rodzin.

Informacje o osobnych poczekalniach i omijaniu standardowej procedury triażu wywołały ogromne emocje. W miejscu, gdzie o kolejności udzielania pomocy powinien decydować wyłącznie stan zdrowia pacjenta, pojawiły się pytania o równość wobec systemu.

Ta sprawa stała się symbolem znacznie większego problemu – utraty zaufania do ochrony zdrowia. Temat u nas nieustannie żywy od zarania dziejów i cały czas wymaga uzdrowienia, ponieważ do tej pory nie ma poprawy a przywileje „vipowskie” nie tylko dotyczą obecnego czasu. Tak… czasem trzeba mieć jak to mówią końskie zdrowie i nerwy ze stali, żeby się leczyć…

Dlaczego SOR-y pękają w szwach?

Najłatwiej powiedzieć, że winni są lekarze. Jednak rzeczywistość wygląda inaczej.

Lekarze i pielęgniarki od lat alarmują, że pracują na granicy swoich możliwości. Problemem nie jest brak zaangażowania personelu, lecz przeciążony system.
Do najważniejszych przyczyn należą:
– ogromne braki kadrowe wśród lekarzy i pielęgniarek,
– niedobór miejsc na oddziałach szpitalnych, przez co pacjenci godzinami pozostają na SOR-ze,
– kierowanie wielu chorych z podstawowej opieki zdrowotnej do oddziałów ratunkowych,
– coraz większa liczba pacjentów wymagających diagnostyki,
– starzejące się społeczeństwo i rosnące zapotrzebowanie na świadczenia medyczne.

Specjaliści szacują, że nawet 70–80 procent osób zgłaszających się na SOR mogłoby otrzymać pomoc w poradni podstawowej opieki zdrowotnej lub w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej. Problem polega na tym, że wielu pacjentów nie ma możliwości szybkiego uzyskania pomocy w tych miejscach lub zostaje stamtąd odesłanych. Czy jest tak w istocie, że SOR staje się ostatnią deską ratunku?…

Triaż stanowi o kolejności przyjęć

Na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym nie obowiązuje zasada „kto pierwszy, ten lepszy”. Decyduje system triażu, czyli segregacji medycznej. Pacjent z zawałem serca, udarem lub ciężkim urazem zostanie przyjęty natychmiast, nawet jeśli pojawił się wiele godzin później od osoby z mniej poważnyym problemem zdrowotnym. To rozwiązanie ratuje życie, choć dla osób oczekujących bywa trudne do zaakceptowania. Gdzie więc zaczyna się problem?

Coraz częściej lekarze SOR-ów wskazują, że źródłem problemu nie jest sam oddział ratunkowy. Pacjenci opowiadają, że słyszą w przychodniach: „Proszę jechać na SOR, tam wszystko zrobią”. Powodem bywają odległe terminy wizyt, ograniczona liczba miejsc czy brak możliwości wykonania podstawowej diagnostyki. Efekt jest łatwy do przewidzenia. Oddziały ratunkowe czasem przejmują zadania, które powinny realizować inne elementy systemu ochrony zdrowia.

Gdzie trafiają nasze składki zdrowotne?

To pytanie pojawia się w poczekalni bardzo często. Narodowy Fundusz Zdrowia od dłuższego czasu sygnalizuje rosnące koszty funkcjonowania systemu ochrony zdrowia oraz presję finansową wynikającą między innymi z rosnących kosztów leczenia, wynagrodzeń personelu i starzenia się społeczeństwa. Jednocześnie eksperci zwracają uwagę, że potrzeby zdrowotne Polaków rosną szybciej niż możliwości systemu.

Pacjenci mają jednak prawo pytać, dlaczego mimo odprowadzanych składek tak trudno dostać się do specjalisty, dlaczego na SOR-ach tworzą się wielogodzinne kolejki i dlaczego w wielu regionach kraju brakuje nowych placówek medycznych. Od wielu lat zwraca się uwagę na rosnące potrzeby mieszkańców w zakresie opieki specjalistycznej, w tym leczenia onkologicznego i ratunkowego. To nie jest problem jednego miasta. Przepełnione oddziały ratunkowe nie są wyłącznie problemem Gdańska, czy Warszawy.

Podobne sytuacje obserwowane są w całej Polsce. W wielu szpitalach liczba oczekujących pacjentów przekracza kilkadziesiąt osób, a w okresach największego obciążenia zdarzają się placówki, w których na pomoc czeka znacznie większa ilość pacjentów. Każde przywiezienie pacjenta przez zespół ratownictwa medycznego zmienia kolejność udzielania świadczeń i wydłuża czas oczekiwania pozostałych chorych. To codzienność, z którą mierzy się personel.

Potrzebne są decyzje, nie kolejne obietnice

Czy rozwiązanie problemu nie sprowadza się do zatrudnienia kilku dodatkowych lekarzy a może jednak brakuje placówek?…  Potrzebna jest przebudowa całego systemu – skuteczniejsza podstawowa opieka zdrowotna, większa dostępność poradni specjalistycznych, lepsze finansowanie szpitali, inwestycje w kadry medyczne, większa ilość oddziałów ratownictwa oraz sprawniejsza organizacja opieki nad pacjentem. Bez takich zmian Szpitalne Oddziały Ratunkowe nadal będą pełnić rolę miejsca, do którego trafiają wszyscy – zarówno osoby walczące o życie, jak i ci, którzy po prostu nie mogli uzyskać pomocy nigdzie indziej.

Poczekalnia, która mówi więcej niż statystyki

Po kilku godzinach siedzenia na szpitalnym korytarzu zrozumiałam jedno. SOR nie jest wyłącznie miejscem udzielania pomocy medycznej. To zwierciadło całego systemu ochrony zdrowia. Widać w nim poświęcenie lekarzy i pielęgniarek, bezsilność pacjentów, niedoskonałości organizacyjne oraz decyzje podejmowane wiele kilometrów od szpitalnych korytarzy – w gabinetach urzędników i polityków.

Bo kiedy na SOR-ze zatrzymuje się czas, nie jest to problem jednej poczekalni.

To sygnał alarmowy dla całego państwa. Politycy wszystkich opcji od lat zapowiadają reformy ochrony zdrowia. Dziś jednak pacjenci oczekują już nie kolejnych deklaracji, lecz realnych zmian. Takich, które sprawią, że Szpitalny Oddział Ratunkowy znów będzie miejscem przeznaczonym przede wszystkim do ratowania życia, a nie symbolem niewydolności całego systemu. Musimy pamiętać, że liczba pacjentów u nas wzrosła a to tworzy nowe realia. Kolejki do specjalistów wydłużają się, czas oczekiwania jest dłuższy, także na SOR-ach.

b.l.

Podobne wpisy

Powstał raport „Kto naprawdę zabrał głos w imieniu mieszkańców?”. Autorzy kierują pisma do RPO, Wojewody Pomorskiego, klubów radnych oraz władz regionalnych Koalicji Obywatelskiej

Jak radzić sobie ze stresem?

Gdańsk sprzeciwia się banderyzmowi. Uczestnicy apelowali o pamięć historyczną i polską rację stanu

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Założymy, że to Ci odpowiada, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Czytaj więcej