INTROWERTYCZNE ZAWIROWANIA
Refleksje po Wieczorze w Filharmonii
i nowym programie kabaretowym
Igora Kwiatkowskiego: INTROWERTYK
Trąba powietrzna jest siłą sprawczą, która inicjuje przygodę. Przygoda zaczyna się od pojawienia się na scenie komika, który przez nieco ponad godzinę ani na chwilę z tej sceny nie znika. Nie wyciąga też z żadnego cylindra żadnego białego królika. Uprawia niebezpieczny rodzaj autoprezentacji. Stojąc przed lustrem, jakim jest licznie zgromadzona publiczność Filharmonii Pomorskiej, stroi miny, jak gombrowiczowscy Syfon i Miętus. On, Igor Kwiatkowski, czyli paranienormalna Mariolka, krejzolka i twarz, która brzmi znajomo w jednym. W swoim nowym programie solowym, czyli Introwertyku, próbuje zmierzyć się z własnymi lękami i nie dać im miejsca dostępu. Nie od dziś bowiem wiadomo, że najlepsi komicy są w swoich wnętrzach bezgranicznie smutni.
WIATR.
Niezależnie od tego czy towarzyszy mu deszcz, czy wiatr – na naszych ustach pozostawia uśmiech. Jak niegdyś Lenny Bruce.
Ciągle emitujemy więcej treści niż możemy przyjąć – o tym także traktuje najnowszy program uwielbianego komika. W prosty sposób zachęcając nas do tego, żeby szukać tego, co istotne, w każdej dziedzinie życia.
PALIWO DLA INTELIGENCJI
Podczas Wieczoru w Filharmonii Pomorskiej Igor Kwiatkowski dwoił się zatem i troił, ukazując się licznie zebranemu audytorium jako sprzeczność sama w sobie, czyli ekstrawertyczny Introwertyk.
Kolejne wcielenie Mariolki
kolejne wcielenie Mariolki, kolejna koszula Dejaniry, kostium za kostiumem, które ściąga z siebie, to znowu zakłada Kwiatkowski, to wszystko są paciorki jednego różańca, i ta gra w szklane paciorki, a może gra w klasy, jest i tym razem niezmiennie interesująca, a przede wszystkim zabawna.
Wybierzcie się, moi drodzy, koniecznie! Byliśmy i uśmialiśmy się do łez, a śmiech przez łzy to najszlachetniejszy rodzaj śmiechu.
Krystian Kajewski