Martin Opitz – niezwykła postać na kartach historii Gdańska.

Martin Opitz – niezwykła postać na kartach historii Gdańska. Moje Aniołki, cz. 3

Martin Opitz – niezwykle ciekawa postać. O nim będą dwa artykuły. Tymczasem pierwszy.


Moje Aniołki, cz. 3


Pochodził z rodu rzeźników, największy przedstawiciel poezji niemieckiego baroku i piewca polskiego króla Władysława IV Wazy. Jego imię niegdyś nosiła jedna z ulic gdańskich Aniołków.


Część I.


Ulice gdańskich Aniołków kryły i kryją wiele niesamowitych postaci. Niektóre przetrwały tylko na tabliczkach, innych nazwiska powoli się zacierają, a jeszcze innych tabliczki z nazwiskami zostały zastąpione innymi tabliczkami, z innymi nazwiskami.


W jednym z poprzednich artykułów pisałem o niezwykłym Danielu Chodowieckim, patronie jednej z ulic gdańskiej dzielnicy Aniołki. Tą opowieść zacząłem w miejscu, gdzie znajdował się dom mojej babci – na rogu Alei Zwycięstwa i ul. Chodowieckiego, zaś zakończyłem w pobliżu domu mojej drugiej babci, tam gdzie stała budka graniczna, w okresie między I, a II rozbiorem Polski. Teraz wypadało by znaleźć coś pomiędzy. Mówiąc z pewnym marginesem błędu, w połowie drogi między domami mojej jednej i drugiej babci znajduje się zakręt na ulicę Elizy Orzeszkowej, i to na tej ulicy chciałbym skupić swoją uwagę, na co najmniej kilka kolejnych artykułów.


Ulica ta, kiedy ją wytyczano w 1902 roku, otrzymała nazwę Bergstraße, co w dosłownym znaczeniu oznacza ulicę górską. I rzeczywiście, wystarczy spojrzeć na tę ulicę od strony Alei Zwycięstwa, by zrozumieć skąd się wzięła ta nazwa. W pierwszej części ulica ta dość wyraźnie wspina się w górę. I to właśnie ukształtowanie terenu było inspiracją do nadania tej nazwy. Skoro dziś to widać i w momencie wytyczenia tej ulicy również było to widoczne, to oznacza, że krajobraz tego miejsca niewiele od tamtego czasu się zmienił.


Po I wojnie światowej, kiedy do końca jeszcze niebyło wiadome, czy Gdańsk będzie polski, niemiecki, czy jakiś inny, ulicy tej nadano nową nazwę. Nazwa ta nie nawiązywała już do ukształtowania terenu, na którym ona powstała, a do pewnej, niesamowitej postaci. Nawiązywała do postaci, która miała zasadniczy wpływ na niemieckojęzyczną poezję okresu baroku, a jednocześnie pisała wiersze sławiące króla Polski. Ale żeby nie było tak łatwo, to osoba ta przyjaźniła się ze Szwedami w okresie, kiedy nasz król był z nimi w niezgodzie, co dziś byśmy mogli nazwać konfliktem interesów.


Ulica Bergstraße została przemianowana na Opitzstraße. Nazwa upamiętniała Martina Opitza von Boberfelda, jednego z najważniejszych niemieckich poetów epoki baroku. I właśnie tutaj zaczyna się kolejna, niezwykle interesująca historia. Kim właściwie był Martin Opitz? Dlaczego jego nazwisko pojawiło się w nazwie gdańskiej ulicy? I przede wszystkim – czy ten niemiecki poeta miał cokolwiek wspólnego z Gdańskiem? O tym właśnie chciałbym opowiedzieć w dalszej części artykułu. Przeczytajcie.


Zanim jednak zacznę opowiadać, warto na moment zatrzymać się przy historiach, które rozegrały się w obrębie tej ulicy, bo te historie są znacznie ciekawsze niż mogłoby się wydawać. To właśnie tutaj mieszkał przedsiębiorca zajmujący się handlem drewnem, swoją siedzibę miał jeden z niemieckich zbrodniarzy wojennych. Przy tej ulicy mieszkał także jeden z westerplatczyków i jeden z pocztowców Poczty Polskiej Wolnego Miasta Gdańska. W czasie II wojny światowej, z jednego ze stojących tu domów skradziono niemieckie mundury, które później posłużyły w akcji polskiego podziemia. Po II wojnie światowej przy tej ulicy miał swoją siedzibę Urząd Bezpieczeństwa. Działała tu również Izba Wytrzeźwień. To tu kręcono sceny do jednego z kultowych, powojennych filmów. I wreszcie właśnie tutaj znajdowało się lodowisko, ślizgawka, na którą jako dziecko chodziła moja mama. Jedna ulica, a tyle historii. Historie te rozwinę w kolejnych artykułach. Tymczasem wracamy do głównego wątku.


Cofnijmy się teraz, na moment do czasów sprzed urodzenia Martina Opitza, do czasów wcześniejszych, może do XIV wieku, kiedy to pojawiają się, w historii ślady tego nazwiska, przyjmujące różne postacie, formy, od Opecz, poprzez Opełz i Opicz, aż do Oppecz. Rodzina z czasem przyswoiła niemiecką kulturę i język, choć jej wcześniejsze korzenie wydają się słowiańskie. Warto też dodać, że w czasach PRL próbowano poetę nazywać Marcinem Opeć — dziś wiadomo, że był to ideologiczny zabieg, a nie historyczna rzeczywistość.


Martin Opitz urodził się na Śląsku, w Bolesławcu (Bunzlau), będącym wówczas pod panowaniem Habsburgów. Przyszły poeta był synem miejscowego rzeźnika Sebastiana Opitza i Mary Rothmann, córki ławnika Martina Rothmanna. Na marginesie mogę dodać, że jego dziadek był również rzeźnikiem. Możemy przypuszczać, że imię Martin odziedziczył po dziadku, tylko trudno powiedzieć po którym, gdyż obaj dziadkowie nosili właśnie to imię.


Data urodzenia Opitza nie jest w stu procentach pewna. Za najbardziej wiarygodną uznano 23 grudnia 1597 roku, ale istnieją powody, by w tej kwestii zachować ostrożność. Aby rozwinąć, ale nie popłynąć w temacie wspomnę o jednej sytuacji rzutującej na niepewność daty jego urodzin. Brat Martina – Sebastian, nauczyciel w bytomskim gimnazjum, informując o śmierci Martina, podał, że zmarł on w wieku 43 lat. Gdyby trzymać się tego zapisu, to oznaczałoby to, że poeta urodził się w 1596 roku. A więc mamy małą zagadkę: przekaz historyczny mówi jedno, rodzinny drugie, a ja próbuję naświetlić tą sytuację.


Ostatecznie za właściwą przyjęto datę 23 grudnia 1597 roku. Pomogła w tym wizyta Karla von Holteia, którego interesowały miejsca związane z poetą. Karl von Holtei, artysta epoki romantyzmu, bardzo głębokim szacunkiem darzył tożsamość kulturową Śląska, zaś Martina Opitza postrzegał jako fundamentalną postać dla kultury tego regionu. Dążył do zachowania pamięci o takich osobach. Z inicjatywy jednego z lokatorów domu, dnia 30 czerwca 1861 roku, wmurowano w ścianę domu urodzenia poety marmurową tablicę z napisem w języku niemieckim, której tekst po przetłumaczeniu brzmi następująco: „Tutaj, 23 grudnia 1597 roku, urodził się Martin Opitz”. Sprawy konkretnego miejsca urodzenia nie będę poruszał, bo tu również są wątpliwości historyków.


Mając 17 lat Opitz opuścił Bolesławiec i przeniósł się do Wrocławia, gdzie rozpoczął naukę w prestiżowym gimnazjum św. Marii Magdaleny. Pomogło mu w tym finansowe wsparcie rodzinnego miasta. Dzięki temu mógł rozwijać swój talent, który szybko dostrzegli jego nauczyciele i miejscowi uczeni. To właśnie wtedy napisał swoje pierwsze wiersze. Kolejnym przystankiem był Bytom Odrzański. Tam, mając niespełna 20 lat, stworzył „Aristarchus, albo przeciwko pogardzie języka niemieckiego” – łacińską rozprawę, w której bronił języka niemieckiego i dowodził, że może on stać się językiem wielkiej literatury. Była to zapowiedź jego najważniejszej misji: wyniesienia niemieckiej poezji do poziomu dorównującego literaturom europejskim.
Jego życiowe szlaki prowadziły go jeszcze do Frankfurtu nad Odrą i Zgorzelca, gdzie pracował jako nauczyciel. Jednakże często powracał do ukochanego Bolesławca. Chęć zdobywania, poszerzania, zgłębiania wiedzy pchała go dalej i w roku 1619 udał się do Heidelbergu na słynny uniwersytet. To właśnie tam zetknął się z europejską elitą intelektualną i polityczną, a także zaangażował się w wydarzenia związane z protestanckim księciem Fryderykiem V, wybranym na króla Czech. Nie wspomniałem jeszcze o tym, iż Martin Opitz był wówczas protestantem i to zapewne dlatego podobał mu się ten wybór. Wierzył, że zwycięstwo protestantów przyniesie również Śląskowi wyzwolenie spod panowania katolickich Habsburgów. Towarzyszył Fryderykowi w drodze do Czech, a nawet napisał dla niego uroczystą mowę. Jednak jego entuzjazm dość szybko przygasł. Klęska protestantów pod Białą Górą w 1620 roku zmusiła Fryderyka V do ucieczki, zaś młody poeta musiał opuścić Heidelberg, kończąc ten etap życia. Wówczas miał zaledwie 23 lata, ale już wtedy jasno wiedział jaki obrał sobie cel. Chciał z języka niemieckiego uczynić narzędzie wielkiej, nowoczesnej poezji.
Dalsze wydarzenia potoczyły się szybko. Martin Opitz wraz ze swoim duńskim kolegą Friedrichem von Boechwaltem wyruszył z Heidelbergu do protestanckiej Holandii. W Lejdzie spotkał wybitnego humanistę Daniela Heinsiusa, którego twórczość od lat była dla niego inspiracją. To w tym miejscu i w tym momencie utwierdził się w przekonaniu, iż poezja w języku narodowym może mieć takie same znaczenie jak poezja łacińska. A przypomnę, iż już w XVI wieku Mikołaj Rej pisał: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. A więc przechodzenie w poezji z języka łacińskiego na języki narodowe w tym okresie stało się modne. Stamtąd poeta wyruszył do Jutlandii, powstał jeden z jego najważniejszych utworów – poemat o okropnościach wojny. Opitz, który sam doświadczał skutków konfliktu religijnego i politycznego, stworzył przejmujący apel o pokój. Kolejnym etapem podróży Opitza był Śląsk, dalej – Siedmiogród, gdzie miał wykładać w nowo tworzonej akademii. To tu zafascynował się rzymskimi pozostałościami i rozpoczął pracę nad monumentalnym dziełem „Dacia Antiqua”, zbierał starożytne inskrypcje. Niestety stamtąd musiał również wyjechać czując nadciągające widmowo wojny. Jego droga przez kraje nie była zwykłą wędrówką, była poszukiwaniem bezpieczeństwa, wiedzy i własnego miejsca na ziemi.


Martin Opitz miał zaledwie 26 lat, gdy napisał dzieło, które na trwałe zapisało się w historii niemieckiej literatury – „Książkę o niemieckiej poezji” („Buch von der deutschen Poeterey”). To właśnie w niej, w tej księdze Opitz wystąpił z odważnym programem odnowy niemieckiej poezji. Uważał, że język niemiecki powinien stać się pełnoprawnym językiem literatury – czystym, eleganckim i wolnym od nadmiaru obcych zapożyczeń. Podobne dążenia można było obserwować w innych krajach Europy: w Polsce u Jana Kochanowskiego, we Francji u Pierre’a de Ronsarda, a w Holandii u Daniela Heinsiusa. Opitz chciał więc uczynić dla literatury niemieckiej to, co inni wielcy poeci robili dla swoich języków ojczystych.


W 1625 roku Martin Opitz zachwycił cesarza Ferdynanda II swoim talentem poetyckim. Podczas poselstwa do Wiednia, dokąd śląska delegacja przybyła z kondolencjami po śmierci arcyksięcia Karola, przygotował wiersz żałobny, a na prośbę monarchy przełożył go na łacinę w zaledwie godzinę. W nagrodę otrzymał wieniec laurowy i tytuł poeta laureatus. Cztery lata później został przyjęty do Stowarzyszenia Owocodajnego (Fruchtbringende Gesellschaft), zyskując uznanie nie tylko jako poeta, lecz także jako człowiek obracający się w najważniejszych kręgach politycznych epoki.


I to właśnie w tym momencie jego kariera nabrała tempa. Opitz został sekretarzem Karola Hannibala von Dohny. Dohna był katolikiem i wpływowym cesarskim urzędnikiem na Śląsku. Poeta współpracy tej zawdzięcza wiele. W 1627 roku towarzyszył Dohnie w podróży do Warszawy, po raz pierwszy poznając kraj, który w przyszłości miał stać się jego schronieniem. Otrzymał od cesarza szlachectwo i herb, przyjmując nazwisko Martin Opitz von Boberfeld. Właśnie wtedy wykazał się poczuciem humoru komentując ten awans, słowami, iż to z woli cesarza został szlachcicem, a nie chłopem. Jak wspomniałem jego opiekunem wówczas był Hannibal von Dohna – katolik, a Opitz rozpoczynając z nim współpracę był protestantem, ale to właśnie wtedy dostrzegamy zmianę. To właśnie wówczas Opitz próbował zyskać przychylność jezuitów, tłumacząc dzieło wymierzone przeciw protestantom. To w tym momencie można dostrzec zmianę jego stosunku do katolików. Czy chciał się przypodobać swojemu opiekunowi? Czy może opiekun miał taką charyzmę, że Opitz poszedł za nim? Tego już się nie dowiemy. Ja pozwolę sobie na osobistą refleksję, że to być może nie poszczególne religie, wiary tworzą coś wielkiego, tylko ludzie. I nieważne jaką wiarę wyznajemy, ważne jakimi ludźmi się otaczamy wyznając tą wiarę, a Opitz potrafił wybrać tych właściwych.


Systematycznie zdobywał nowe kontakty. W 1633 roku związał się z książętami piastowskimi, reprezentując ich interesy i podejmując misje dyplomatyczne. Nawiązał kontakty ze Szwedami, a w szczególności ze szwedzkim kanclerzem Axelem Oxenstierną. To właśnie on, w czasie rządów Krystyny Wazy był jednym z najbardziej wpływowych polityków w Szwecji. Nawiązał kontakt również z Johanem Banérem, bliskim przyjacielem króla Szwecji Gustawa Adolfa. Na marginesie ciekawostka, Gustaw Adolf w roku 1600 ściął ojca i wuja Banéra za poparcie udzielone królowi Zygmuntowi I (w Polsce królowi Zygmuntowi III Wazie).
Rok 1635 to rozejm między Polską, Szwecją we Sztumskiej Wsi, ale dla tego artykułu ważniejsze, że to właśnie w tym roku do Polski przybywa Martin Opitz, już nie jako człowiek poselstwa, tym razem jako człowiek szukający schronienia. Tu też rozpocznie pracę nad swoimi nowymi dziełami.


Opitz przekraczał granice państw, wyznań i politycznych obozów, próbując ocalić zarówno swoją pozycję, jak i twórczą niezależność. Gdy Śląsk przestał być dla niego bezpiecznym domem, Polska otworzyła przed nim nowy rozdział życia.
Nadal pozostają otwarte pytania: czy ten niemiecki poeta miał cokolwiek wspólnego z Gdańskiem? Dlaczego jego nazwisko pojawiło się w nazwie gdańskiej ulicy? Na te i inne pytania dotyczące tej niesamowitej postaci odpowiedzi znajdziecie w kolejnym moim artykule.


Jarosław Pergoł

Podobne wpisy

„Rytmy / Konstelacje” – malarstwo, poezja i spotkanie dwóch artystycznych światów w Galerii ART-HOL Politechniki Gdańskiej

FunRun – Zabawa z Mapą. Rodzinne odkrywanie Trójmiasta z Bractwem Przygody Almanak

JAŚKOWA DOLINA 19 –  ZNANA JAKO  WILLA SCHREY.

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Założymy, że to Ci odpowiada, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Czytaj więcej