...
Aktualności

Uwiecznił XVIII-wieczny Gdańsk. Kim był człowiek, którego imię nosi jedna z ulic gdańskich Aniołków?

Z cyklu: Moje Aniołki.


Część I. Uwiecznił XVIII-wieczny Gdańsk. Kim był człowiek, którego imię nosi jedna z ulic gdańskich Aniołków?


W 1773 roku, rok po pierwszym rozbiorze Polski, kiedy to prawie całe Pomorze zajęły Prusy i tylko Gdańsk oparł się zaborcy i pozostał przy Polsce, do Gdańska przybył on. Po co? By odwiedzić matkę. Już wówczas miał za sobą życie pełne pracy, artystycznych wzlotów i zawodowych sukcesów. To właśnie on, z ołówkiem w ręku rejestrował otaczający go świat na papierze. Ten świat, który dziś znamy z kart historii, czy z jego grafik. I to właśnie on jako jeden z pierwszych uwiecznił Wielką Aleję. Na jego rysunku, z tego miejsca, z Wielkiej Alei znalazł się jeden ciekawy szczegół, który do dziś może skłaniać do pytania: dlaczego? Ale o tym w dalszej części artykułu.

Dziś niejednokrotnie bezrefleksyjnie mijamy ulicę nazwaną jego imieniem. Niektórzy przechodzą, nie zastanawiając się kim był? Dlaczego taka nazwa ulicy w Gdańsku? Inni starają się odpowiedzieć na te pytania. A jeszcze inni odtwarzają sobie jego życiorys, osiągnięcia czy dzieła. „Wielki artysta małych formatów” – Daniel Chodowiecki.

W moim życiu ulica ta pełniła ważną rolę, gdyż na jej przecięciu z Aleją Zwycięstwa stoi dom, w którym mieszkała moja babcia, moja mama, w którym ja mieszkałem. Dom ten wyposażony jest w duży taras, na którym niejednokrotnie spędzałem czas. Patrząc z tego tarasu w kierunku Gdańska, wyraźnie widać Zieleniak, coś co architektonicznie nie pasuje do widoków tej dzielnicy i na niej już nie jest. Ale to ten widok, myśląc o tym domu zapewne będę pamiętał na zawsze. Taras nie jest widoczny z Alei Zwycięstwa i słabo widoczny z ul. Chodowieckiego. Jego widok z przestrzeni publicznych jest przysłonięty.

Ale wróćmy do tematu, nazwa ulicy Daniela Chodowieckiego dla przechodnia może być tylko nic nieznaczącą, bezdźwięczną nazwą. Może być to kolejna tabliczka, którą mijamy na drodze swojej codzienności. Ale historia Daniela Chodowieckiego jest wyjątkowa, nietuzinkowa i warta przypomnienia.

Daniel Chodowiecki, który szczyty kariery osiągną w Berlinie, był potomkiem szlachty wielkopolskiej. Jego dziadek Christian Serenius Chodowiecki jako pierwszy z rodu porzucił szlacheckie myślenie, odrzucające handel jako profesję niegodną, hańbiącą szlachcica. To on chcąc podjąć pracę w handlu (przyprawami korzennymi), w interesie prowadzonym przez gdańskich patrycjuszy, rodzinę Gentin, przybył z Torunia do Gdańska. To on zapoczątkował ten nurt fachu rodzinnego Chodowieckich. Jego najmłodszy brat Jan, po studiach w Amsterdamie, Oxfordzie i Londynie przyjechał w 1702 roku do Gdańska i właśnie tutaj został rektorem gimnazjum przy kościele Świętych Piotra i Pawła. Z czasem Chrystian poślubił córkę swojego szefa Sofie Gentin i w ten sposób na stałe związał się z handlem przyprawami korzennymi w Gdańsku. Owocem ich małżeństwa było czterech synów. Najmłodszy syn Christiana – Gotfryd Chodowiecki urodził się w roku 1693 i swoje życie zawodowe związał z handlem. Pod okiem ciotki – Suzanne Bröllmann, poznawał tajniki fachu.

Synem Gotfryda, był urodzony w 1726 roku Daniel Chodowiecki. Ojciec jak wcześniej napisałem zajmował się handlem, zaś matka – Maria Henrietta była nauczycielką. Co ciekawe, jej uczennicą była młoda Joanna Trosiner, która w późniejszym czasie i po ślubie miała nazwisko Schopenhauer. Joanna była matką znanego filozofa Artura Schopenhauera.

Rok 1734, młody Daniel ma zaledwie 8 lat, ale jest to ważny dla niego rok. Król Polski Stanisław Leszczyński, czekając na wsparcie militarne swojego teścia, króla Francji ucieka do Gdańska i to Gdańsk przez 62 dni chronił króla Polski przed wojskami saskimi i rosyjskimi. W tym czasie Gdańsk znalazł się w centrum konfliktu o koronę Polski – atakowany, ostrzeliwany nie wydał króla, ale to historia na inny artykuł. To właśnie w tym momencie młody Daniel zdradza swój niezwykły talent artystyczny. W roku 1734 rysuje portret króla Stanisława Leszczyńskiego, ale to dopiero zapowiedź jego kariery.

Sześć lat później umiera jego ojciec Gotfryd Chodowiecki. Zachorował nagle, w czasie jednej z podróży handlowych. Starania bliskich, opieka nie przyniosły rezultatu i zmarł w wieku 42 lat – 20 kwietnia 1740 roku. Pochowany został na cmentarzu przy kościele Bożego Ciała, w grobowcu, w którym osiem lat wcześniej pochowano teścia Gotfryda, Daniela Adriana Ayrera. Dziś w miejscu tego cmentarza stoi Dworzec PKS, Cmentarz Nieistniejących Cmentarzy, kościół i samotny grób rodziny Klawitterów. O tym miejscu pisałem w jednym z wcześniejszych moich artykułów.

Rok po śmierci ojca, piętnastoletni Daniel podjął pracę zarobkową w handlu. Jego opiekunką i zarazem szefową była Suzanne Bröllman (Susanne Justynie Ayrer), wdowa po Nicolausie, świadku chrztu Daniela. To ona uznała za swój obowiązek opiekę nad młodym Danielem.  Suzanne Bröllman oprócz dania mu możliwości zarobkowych wspomagała go w rozwoju jego zainteresowań, tym bardziej że sama parała się malarstwem. Fakt ten dodatkowo motywował Daniela i był zachętą do dalszych ćwiczeń. Daniel, prócz talentu miał jeszcze jedną ważną, istotną zaletę, która umożliwia osiągnąć sukces, a mianowicie był pracowity.

Sklep Suzanne dwa lata po tym jak Chodowiecki w nim się zatrudnił zbankrutował i sytuacja ta wymusiła na nim podjęcie decyzji i odpowiedzenie sobie na pytanie: co dalej? Rodzinnie podjęto decyzję, że musi szukać szczęścia poza Gdańskiem. W tym czasie dwa lata młodszy brat Daniela – Gotfryd Samuel przebywał w Berlinie. Daniel przypadkiem usłyszał historię Jakuba Wessela, ucznia pierwszego malarza pruskiego dworu Antoine a Pesnego, który cieszył się wielkim powodzeniem. Malował wysoko postawione osobistości, otrzymując co chwilę nowe zamówienia. Jego sława portrecisty wykroczyła daleko poza Gdańsk. To właśnie takie wiadomości pobudzały wyobraźnię Daniela.

I wówczas młody, siedemnastoletni Daniel postanowił wyruszyć za chlebem i szczęściem do Berlina. Jego bagaż mieścił się w niewielkim podróżnym sakwojażu. Nie miał łatwo, ale niewątpliwie wsparciem dla niego był wuj Antoine Adrian Ayrer, u którego już mieszkał jego młodszy brat Gotfryd Samuel, nad którym wuj sprawował opiekę. Wuj Antoine Adrian Ayrer był kupcem, jego interes rozwijał się coraz prężniej i okazało się, że przydałaby się pomoc drugiego z siostrzeńców – Daniela. Zaczął on szkolić Daniela. Początkowo wysłał go na naukę do warsztatu byłego złotnika, niejakiego Schroedera, aby tam zapoznał się z techniczną stroną emalierstwa. Następnie do augsburskiej rodziny malarzy i rytowników, którym był przypuszczalnie Johann Jakob Haid. Już wówczas Daniel miał zapewniony byt, stałe utrzymanie, ale jego celem życiowym niebyło zostanie dobrym wyrobnikiem w swoim fachu. On chciał czegoś więcej.

Około roku 1754 podjął próbę częściowego usamodzielnienia się od wuja. Zmienił miejsce zamieszkania i odciął się od handlu, w którym nie widział dla siebie perspektyw. Był pewny, że chce związać swoją przyszłość z działalnością artystyczną. I była to ta jego decyzja, którą musiał podjąć, jeśli chciał osiągnąć sukces. Od tego momentu Daniel Chodowiecki coraz mocniej skupiał się na doskonaleniu ręki i poznawaniu tajników warsztatu. To był też ten moment, kiedy europejskie elity zaczęły go dostrzegać. Wśród nich był Johann Wolfgang von Goethe. Możliwość sportretowania jego dla Chodowieckiego była świadectwem pozycji, którą sobie wypracował.

W wieku 29 lat Daniel Chodowiecki zapragnął ustabilizować swoje życie w sferze osobistej. Dnia 13 lipca 1755 poślubił dwa lata młodszą córkę – emigrantów z Francji Jeana Bareza – hafciarza złotem i Jeanne Rollet (Jeanne Barez). Była ona mądrą, skromną i pełną wdzięków kobietą. Owocem ich szczęścia było siedmioro dzieci, z których szczęśliwie wychowało się pięcioro. Barezowie to hugenoci, zaś Chodowiecki już wcześniej przystąpił do społeczności hugenockiej. I nie strzępiłbym sobie języka o tym, gdyby nie fakt, iż to właśnie gmina (hugenoci) złożyła Danielowi pierwsze zamówienie. Zamówienie na wykonanie czegoś znaczącego, na wykonanie ilustracji przeznaczonej do publikacji książkowej. Daniel Chodowiecki wykonał to zlecenie w roku 1759, wykonując akwafortę przedstawiającą króla Dawida.

Lata 1756-1763, to okres wojny siedmioletniej. W roku 1763 Daniel Chodowiecki sporządził akwafortę przedstawiającą Fryderyka II jako zwycięzcę i autora pokoju zawartego właśnie w Hubertusburgu. Niestety rycina ta, dla „starego Fritza” była zbyt teatralna. „Podziwiany przez artystę król Fryderyk II z niechęcią odnosił się do wszystkiego, co niemieckie, uważał bowiem, że rodzima kultura jest cywilizacyjnie niższa od francuskiej”.

Do kolejnego zwrotu w jego karierze przyczyniło się pewne wydarzenie, a mianowicie głośna w całej Europie sprawa zakończona egzekucją, którą Wolter określił jako mord sądowy. Nie będę pisał o jej szczegółach, bo to kwestia na inny artykuł, ale skupię się na tym jak ona wpłynęła na karierę Chodowieckiego. Daniel Chodowiecki najpierw wykonał obraz, w którym ukazał rodzinę żegnającą się ze skazanym na śmierć francuskim hugenotem Jeanem Calasem. Obraz ten nie wzbudził większego zainteresowania.

Obraz i akwaforta rodzina żegnająca się ze skazanym na śmierć francuskim hugenotem Jeanem Calasem autorstwa Daniela Chodowieckiego.

Wówczas Chodowiecki stworzył na bazie tego obrazu akwafortę, która zdobyła wielkie uznanie. No i właśnie pod wpływem tego wydarzenia artysta odstąpił od tego by zostać malarzem, a postanowił być rytownikiem. W liście do swojej matki, w roku 1770 napisał: „Chciałem zostać malarzem, ale publiczność chce, bym został rytownikiem”.

I w tym oto momencie kariera gdańszczanina zaczęła nabierać tempa. W roku 1769 podjął współpracę z berlińskimi wydawcami kalendarza genealogicznego. Od roku 1775 regularnie współpracował z innymi wydawnictwami tego typu.  Gdy Daniel Chodowiecki dopiero umacniał swoją pozycję artystyczną, otrzymał zlecenie, które mogło przesądzić o jego dalszej karierze. Jego mecenasem został Johann Bernhard Basedow – wybitny pedagog i twórca nowoczesnej placówki wychowawczej Philanthropinum w Dessau. To właśnie dla niego Chodowiecki podjął się zilustrowania dzieła o nazwie „Elementarwerk”, był to encyklopedyczny podręcznik przeznaczony dla młodzieży. Publikacja miała nie tylko przekazywać wiedzę, lecz także promować nowoczesną edukację, nauki ścisłe, języki obce i rozwój fizyczny. Jej bogate ilustracje miały sprawić, że nauka stanie się bardziej zrozumiała, atrakcyjna i bliska codziennemu życiu. Zadanie było ogromne – zespół rytowników miał przygotować sto płyt, a każdą z nich odbić aż dwa tysiące razy. Chodowiecki kierował całym przedsięwzięciem, odpowiadając za jego powodzenie, choć osobiście wyrył tylko sześć plansz. Co niezwykłe, większość rysunków przygotowawczych do pozostałych tablic wyszła właśnie spod jego ręki, pokazując skalę jego zaangażowania. Basedow był bardzo zadowolony ze współpracy, a pomysł nowoczesnej edukacji szybko zaczął przyciągać uwagę młodego pokolenia. Nic więc dziwnego, że opisane przez Joannę Schopenhauer „filantropijne zabawki” – zgodnie z duchem nowych metod Basedowa – weszły w modę, stając się częścią fascynującego przełomu w myśleniu o wychowaniu i nauce.

W roku 1771 na prośbę swojej matki, która nie miała możliwości poznania wnuków, stworzył coś wyjątkowego. Na chwilę zaprosił widza do swojej prywatności. W jaki sposób? Stworzył pełną ciepła akwafortę ukazującą codzienną, rodzinną chwilę. Dzieło to jest wzruszającym zapisem bliskości, pamięci oraz więzi rodzinnych.

Na tym dziś zakończę mój wywód o Danielu Chodowieckim, wielkim artyście, urodzonym trzysta lat temu. Ale to nie jest koniec opowieści. W kolejnym moim artykule przedstawię bardziej znane losy tego zacnego gdańszczanina. Jednakże postaram się to uczynić w sposób niestandardowy. Poznacie historię jego podróży do Gdańska, ale czy tylko jednej? Dowiecie się, gdzie doprowadziła go jego pasja. Co osiągnął? Dowiecie się jeszcze… . Zapraszam do przeczytania kolejnego mojego artykułu o Danielu Chodowieckim. Kontynuacja już niedługo.

Tekst i foto: Jarosław Pergoł

Biuro Stowarzyszenia na Stowarzyszenie "Gdańsk Miasto Marzeń" | www

Pokrewne wpisy

Zostaw komentarz

* Korzystając z tego formularza wyrażasz zgodę na przechowywanie i przetwarzanie Twoich danych przez tę witrynę.

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Założymy, że to Ci odpowiada, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuję Czytaj więcej

Polityka prywatności i plików cookie