Lewa czy prawa? Prawy do lewego, lewy do prawego! I w końcu jesteśmy przed opasłym budynkiem Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Ogromna bryła nowego kampusu AMFN lśni niczym kubistyczna rzeźba.
Czy to nie dziwne, że z wiekiem wspomnienia z dzieciństwa stają się coraz wyraźniejsze? Czy to nie dziwne, że nigdy tu przedtem przecież nie byłem, a mam przed sobą, przed oczyma duszy mojej twarz budowniczego tej piramidy, trochę Champoliona, a trochę Corbusiera. A niech to cholera, wchodzę do środka. Czuję się jak wtedy kiedy wchodziłem do środka piramidy Cheopsa. Jakbym pogrążał się stopniowo w egipskich ciemnościach. Dlatego nucę sobie dla kurażu; kurdesz nad kurdeszami, a potem walk like an egyptian. I otwiera się przede mną Księga umarłych, puste wnętrze sarkofagu Nefretete, w którym kapłanka ognia uprawia wciąż nieskończone tete a tete z nicością. Wnętrze ogromnej kubistycznej bryły jest puste, ale chwilę potem zaczyna wypełniać się ludźmi, tak jak moja świadomość budzić się zaczyna. Powraca do mnie poprzez egipskie eony.
Co takiego mógł mi powiedzieć? Ten wewnętrzny głos.
Nie wahałem się długo. Wskoczyłem w to echo, jak Empedokles do Etny. Albo jak Bachtin w sam środek karnawału w Wenecji. Rozglądając się jak Casanova za Lolitą. I WTEM NAGLE NIESPODZIEWANIE zobaczyłem Ją.
Obietnica to jedno, teraz kierowałem się zwykłą ciekawością. Zauważyłem bowiem książkę pozostawioną przez kogoś na parapecie szatni. Spojrzałem i jakież było moje zadziwienie. Była to bowiem Lolita Nabokowa. Pozostawiona na boku jak porzucona dziewczyna.
O sztuczki wiersza. Zycie jest snem – pomyślałem i otworzyłem książkę. Przeczytałem: lolita, światło mojego życia, i zamknąłem oczy.
Niektóre rzeczy mają pozostać mniej lub bardziej niejasne.
Podobnie można by zestawiać wiele innych.
KONCERT KARNAWAŁOWY rozpocząć się miał o 19. Byłem więc jakieś jedenaście minut przed czasem. Mogłem zatem rozejrzeć się po nowym kampusie. To bardzo przestrzenne miejsce, bez wątpienia. Już sama ilość sal, głównych jest cztery, robi zatem wrażenie. Koncert karnawałowy odbyć się miał w tej największej, nazywanej filharmonijną. Wchodzimy do wewnątrz.
Oto właśnie chodzi: karnawał ma się odbywać w przestrzeni, która poraża swoim ogromem i jeśli to nie Wenecja, może to być wielka przestrzeń Akademii Muzycznej w Bydgoszczy., Prawda, Casanovo?
I spece, raczej grochem o ścianę, mówią dalej. Że Bydgoszcz to Miasto Muzyki, że stoi Filharmonią i Operą, a teraz jeszcze ma nowy kampus, który przewyższa wszystko, co możliwe. No dobra, sala robi wrażenie. Przypomina trochę, poprzez podniesieni miejsc dla widowni, salę Jordanek w Toruniu, ale przede wszystkim powalająca jest sama scena, rozświetlona świąteczno – karnawałowymi dekoracjami.
Pełny program koncertu jest na stronie. Skupię się zatem na wykonawcach. Tego wieczoru zaśpiewali dla nas:
Hanna Okońska – Ratajczak – sopran
Aleksandra Olczyk sopran
Agata Schmidt mezzosopran
Łukasz Jakubczak bas
Dyrygował Sasha Yankevych, a poprowadził widowisko Michał Dworzyński. Zacznijmy jednak od początku, czyli od fenomenalnej i młodej, bo złożonej ze studentów AM Orkiestry Symfonicznej AMFN w Bydgoszczy. Naliczyłem dokładnie 60 instrumentów, a zatem i 60 instrumentalistów. Najwięcej pracy, jak to zwykle, miała kompania smyczkowa. Prześliczne wiolonczelistki i skrzypkowie na dachu nadawali ton tej wspólnej żegludze poprzez dźwięki muzyki, a w roli kapitana nieoceniony mistrz batuty, Sasha Yankevych, wręcz dwoił się i troił, aby osiągnąć należy efekt. Wśród śpiewających pierwsze skrzypce należały, że tak to ujmę, do Hanny Okońskiej – Ratajczak, choć poziom był bardzo wysoki i dość wyrównany. A specjalne odznaczenie, może Order Uśmiechu, należałoby przyznać prowadzącemu, który równie dobrze mógłby pracować w kabarecie.
Tytuły utworów opisują znaczną część życia społecznego. A zestaw kompozytorów to niemalże rock n roll: od Donizettiego, przez Gounoda, po Verdiego. Warto było przyjść i posłuchać. Wyszliśmy uśmiechnięci i w doskonałych nastrojach.
Krystian Kajewski