KOS OBRAZKI Z WYSTAWY refleksje po poetyckiej gali

  KOS
OBRAZKI Z WYSTAWY
refleksje po poetyckiej gali

Tym samym jest śpiew ptasi czym owadów opera – ptasie radio, ptasie mleczko, kruk krukowi oka nie wykole, jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one.
Pod względem literackim trochę pretensjonalna ta poezja, język jest zbyt kwiecisty. Być może polska poezja nie istnieje, istnieje tylko poezja kreolska, jak już zresztą niegdyś pisałem. Gombrowicz w Przeciw poetom stawiał przecież tę samą, śmiałą tezę: dziś prawdziwych poetów już nie ma, zostałem sam. Sam przeciw wszystkim. Za swój moralny obowiązek uważam  walkę ze źle pojętą poetyckością, z chorobą naszego stulecia, z poezją smartfonów i slamerami zarówno, jak i z zapóźnioną poezją postsztambuchową.
Kto zgubił zakrętkę pasty od zębów? Kto połknął kij od szczotki? Poeci, tak zwani poeci. Poeta, tylko głowa nie ta.


No więc wielki finał, Kos zlatuje z drzewa i dziobie do krwi po kostkach wszystkich tych poetów, nie poetów. Za poetyckie kłamstwo. Za pompatyczność albo za brak czegoś istotnego do powiedzenia. Za udawanie, za przebieranie się z poetę, za całą tę maskaradę, wszystkie te nienależne wieńce laurowe. Te wątłe wawrzyny. Za konkursy koteryjne i za nagrody nepotyczne. Za całą tę gettowość i odległość astronomiczną od życia. Za to, że dzisiaj nikt tej oszukańczej poezji, tej zmarniałej poezji, oprócz samych poetów, po prostu nie czyta. Targowisko próżności jednak trwa. Przedstawienie musi trwać. Trzeba nakarmić te wszystkie głodne uznania poetyckie gęby, jak ptaszki w gniazdku. Trzeba podać im tlen, żeby mogli trwać w iluzji, że są komukolwiek potrzebni. Festiwal poetyckich nagród trwa więc w najlepsze. Wszędzie te same nazwiska, bo przecież nagrody przyznaje się głównie za nazwiska, po znajomości.


A tymczasem Poezja powinna być jak nostalgiczna podróż do dzieciństwa, okresu niewinności, przeciwstawionego dorosłości i popełnianym w życiu błędom. Jaki błąd popełniają zatem dzisiejsi poeci? Błąd odejścia od dzieciństwa, błąd zagubienia. Błąd udawania dorosłości, udawania mądrości i dojrzałości. Błąd napuszenia. Stroszą te swoje pawie piórka. Gęgają, kraczą, kwaczą, ale rzadko kiedy słychać w tym ptasim radio słowicze trele. Tryska za to fantastyczne termolo treści mało istotnych, ubranych w pozornie mądre słowa, które przykrywają znaczeniową pustkę.


Dzisiejsi następcy Ferlinghettiego i Ginsberga w większości nawet o nich nie słyszeli. Są jednak stłumionym echem swoich poprzedników.


31 maja Anno Domini 2026 po raz czwarty już odwiedziliśmy Galę Poetyckiej Nagrody KOS w KPCK w Bydgoszczy. To siódma edycja tej imprezy, która z roku na rok, nabiera znaczenia na wspomnianym targowisku próżności. Niech zaświadczy o tym fakt, że wśród nominowanej piątki znaleźli się dwaj laureaci Nagrody Nike, Eugeniusz Tkaczyszyn – Dycki i Jerzy Jarniewicz, którzy niestety nie przyjechali na Galę. Pozostała trójka to Anna Piwkowska ( zwyciężczyni), Radosław Kobierski i Mateusz Papierski. Po zapoznaniu się z propozycjami poetyckimi uczestników, po raz kolejny, miałem wrażenie miałkości i papierowości wyżej wspomnianych utworów wierszopodobnych.


Podobno na sam konkurs wysłano ponad dwieście poetyckich tomów. Jestem więc ciekaw, ile z tej ogromnej liczby książek było lepszych od tej autorstwa nominowanej piątki i jakie kryteria decydowały o nominacjach. Organizatorzy nie zgodzili się na rozmowę ze mną. Jako obserwator tej i innych nagród, mam jednak wrażenie, że nagradza się niekoniecznie najlepsze propozycje, a raczej te wpisujące się w oczekiwaną poetykę czy tematykę ( wojna, wojna, jeszcze więcej wojny, nade wszystko wojny, nie chcemy żadnego pieprzonego pacyfizmu, precz z pokojem!).


Sama Gala tegorocznego Kosa przebiegała w miłej atmosferze poklepywania się po ramionach, co skwitować można by było szlagwortem z Podsiadły: ze wzruszenia pozostało mi tylko wzruszenie ramion. I jeszcze szczypta ze Świetlickiego: o mnie: jestem w nastroju nieprzysiadalnym. Jako persona non grata i wróg publiczny numer jeden całego tego środowiska wzajemnej pseudoakceptacji, stojąc jak Wyspiański w drzwiach, podczas wesela, nabieram coraz trafniejszego spojrzenia z dystansu. Ta samotność długodystansowca, owo spojrzenie entomologa na skrzydła motyla, które okazują się skrzydłami ćmy, nakazuje mi przybrać cierpki ton człowieka pozbawionego złudzeń co do tego, że mamy jeszcze do czynienia z jakąkolwiek poezją. Jeśli już gdzieś kiedyś, to z pewnością nie na takich rautach.


Zdaniem wielu polska poezja ma się dobrze. Ja mam zdanie zupełnie odmienne: Polska poezja nie istnieje.


Nawiązując do nazwy Nagrody: Proszę, niech każdy nastawi aparat. Bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad: i każda pliszka swój ogonek chwali. Tylko, że nikogo już to nie interesuje. Poezja od dawna omija strzechy i nie trafia do czytelnika. Czemu? Może dlatego, że kłamie jak najęta Kasandra. A kłamstwo w poezji wyczuwalne jest od razu.


Apollinaire to jeden z najważniejszych dla mnie poetów. Pisał swoje wizyjne wiersze ponad sto lat temu, a jego poezja, podobnie jak poezja Cendrarsa, jest ciągle bardziej nowoczesna niż tak zwana poezja współczesna. Dzisiejsi poeci nie odkrywają już niczego istotnego. Brakuje im nie tylko inteligencji, ale przede wszystkim wyobraźni, talentu, wizjonerstwa, wszystkiego. Mało kto ma właściwie być odwagę być prawdziwym poetą, a bycie prawdziwym poetą przedstawia się do wypełnienia tego sakramentalnego przykazania Rimbaud: Poeta musi skakać przez ogień. Zapuścić na twarzy brodawki. Stać się znienawidzonym przez wszystkich. Żaden z nominowanych poetów nie ma, moim zdaniem żadnych szans, na to, żeby tę misję swoją poezją wypełnić.


Prawdziwie natchniona wielka forma, z konieczności nie ma żadnych szans na sukces, a nawet na zrozumienie. Autor Finnegans Wake, James Joyce, pytał ponoć na łożu śmierci: czy oni rozumieją? Tylko po to, aby tłumaczący go po latach Krzysztof Bartnicki, z rozbrajającą szczerością, przyznał, że nic z tego nie rozumie. Miłoszowskie marzenie o formie bardziej pojemnej wydaje się być marzeniem ściętej głowy, Jak u Apollinera: słońce, szyja ścięta.


Myślę, że pozostaje mi jednak podnieść głowę do góry. Prawdziwa poezja rodzi się bowiem w samotności. Jest wolna. Jej arcyksięstwo jest skrzętnie omijane przez emisariuszy nowego porządku, którzy szurają zabłoconymi buciorami po przejętej przez siebie sali do gry w piłkę. Prawdziwa poezja pozostaje więc wyzwaniem. Z pewnością nie odwiedza ani tak zwanych poetyckich salonów ani sal do gry w poezję. Jest, być może, w Twoim sercu, czytelniku paskudniku. Na pewno jest w moim sercu. Nie ma jej w sercach poetyckich parobków, którzy często nawet nie mają serca. Dla poezji.

Krystian Kajewski

Podobne wpisy

WYJDŹ DO SZTUKI IX – PROGRESJA FORMY
5–6 czerwca 2026 | Przestrzeń Sztuki WL4, Mleczny Piotr, Stocznia Cesarska w Gdańsku

FunRun Zabawa z Mapą – aktywna przygoda dla całej rodziny

Gdańsk ludzi zaangażowanych – energia, która łączy. Strefa Społeczna na Święcie Wolności i Praw Obywatelskich

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Założymy, że to Ci odpowiada, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Czytaj więcej