JA, ADELA PO KONCERCIE WALKING DREAM BAND


– Grasz w Jethro Tull i mówisz, że to nie twój klimat?
– Wolę grać we własnym zespole.
OZZY OSBOURNE DO TONYEGO IOMMI


Zespół nazywa się WALKING DREAM BAND, a gościnnie śpiewa w świetna wokalistka jazzowa, ADELA KONOP. Znana na scenie smooth jazzowej nie od dziś.


Przed każdym występem cztery dni prób. Przynajmniej tak to wygląda. Wszystko perfekcyjnie zaśpiewane i zagrane.

Naprawdę nie ma się czego przyczepić. Jakby próbowali nie przez cztery dni, a przez cztery lata. Koncert podzielony został na dwie części: tę z tekstami po polsku i tę z tekstami po angielsku.


Ludzie szybko się uczą. Ja nauczyłem się, że nie trzeba iść na koncert Rolling Stonesów, żeby przeżyć coś wyjątkowego. I żeby odnieść wrażenie, że wykonawcy reprezentują światowy poziom. Przede wszystkim Adela. Frontmenka z niej fenomenalna. O, nie. Nie śpiewa jak jej znana na całym świecie imienniczka, Adele. Adela doskonale czuje się w konwencji smooth jazzowej. Wygrała przecież swego czasu Ladies Jazz Festival, a wzorcami dla Niej pozostają z jednej strony Grażyna Łobaszewska i Krystyna Prońko, z drugiej Melody Gardot czy Norah Jones. Świetnie odnajduje się zarówno w melancholii ojczystego języka, jak i w energetycznym zestawie piosenek śpiewanych po angielsku. Jest elastyczna jak pantera i drapieżna jak puma. Nie boi się wyzwań wokalnych. Mam wrażenie, że mogłaby zaśpiewać książkę telefoniczną na melodię z Wesela Figara.


Musimy napisać o płycie. Z zespołem i bez zespołu. Z zespołem Walking Dream Band Adela Konop nagrała płytę po angielsku, z tekstami Wojciecha Kokocińskiego. Tytuł zapowiadanego materiału to Emotions. Ma również na koncie dwa minialbumy śpiewane po polsku, czyli W zgodzie z sobą i Źródło. Jej muzyczne inspiracje to nie tylko szeroko pojęty jazz czy pop, ale także muzyka rockowa, a nawet filmowa. Teksty pisane po polsku są zaś Jej autorstwa i charakteryzują się skupieniem na głębi i różnorodności stanów emocjonalnych. Są, dzięki temu, dość uniwersalne i zapamiętywalne.


Zresztą, przede wszystkim, doskonale niesie je sama muzyka. I tu należy wspomnieć o instrumentalistach: Na pierwszym planie widoczny i słyszalny był klawiszowiec, Jarosław Gajewski, posiadający ekspresję Raya Manzarka. Gitarzysta Jakub Andrzejewski dwoił się i troił, co przypominać mogło z kolei sposób gry Keitha Richardsa. Schowana z tyłu sekcja rytmiczna w składzie: Piotr Sczepańczyk na basie i Marcel Witkowski na perkusji, umiejętnie podbijała tempo, a ciekawym uzupełnieniem była gra na klarnecie i saksofonie zaproszonego gościa specjalnego.

Mała Księżniczka Ciemności

Adela obiecała, że porozmawiamy po koncercie. Denerwowałem się przed tą rozmową, bo jeśli o mnie chodzi, wolę rozmawiać przed koncertem. Okazała się jednak bardzo sympatyczną, skracającą dystans osobą. Wywiad miał mieć jakieś siedem minut, ale ma chyba dwanaście. Jest do obejrzenia na naszej stronie. Link zaś załączamy poniżej. Pytałem, między innymi, o Jej wspomnienia z uczestnictwa w tak zwanych talent shows, począwszy od Voice of Poland, przez Must Be The Music aż po Szansę na sukces. Jestem zwykle ciekaw tego rodzaju zakulisowych opowieści, a programy te uważam za istotne źródło talentów pojawiających się co jakiś czas na polskiej scenie muzycznej.


Nie, to nie tak. Przynajmniej nie do końca.
Siedzę w kuchni,pisząc tę na poły recenzję, na poły relację zastanawiając się nad tym, czy faktycznie udało mi się oddać w pełni obraz tego zjawiska, jakim pozostaje Adela Konop.


Nie wiem, czy mi się udało. Wiem, że chciałem Was zachęcić do spróbowania muzycznych smaków, które oferuje nam Mała Księżniczka Ciemności, PONOKALEDA, Miss Adele Konop. Czemu Mała Księżniczka Ciemności? Bo jej pozornie optymistyczna muzyka skrywa głęboko, podskórnie ogromną ilość melancholii i smutku. Trochę podobnie jak u innej piosenkarki. Mam na myśli niejaką Sade.


Bydgoszcz ma zatem kolejny muzyczny skarb. I to nie od dziś. Adela Konop z pewnością zasługuje na koncerty na najsłynniejszych światowych scenach i na to, żeby jej kolejne płyty postawić  można było na półce obok, chociażby Rolling Stonesów. To talent na miarę Urszuli Dudziak, a jej elastyczność wokalna wzbudza we mnie szczery podziw. Do tego jest skromna i wydaje się być świadoma muzycznie, co pozwoli Jej zapewne w przyszłości na jeszcze większe sukcesy niż do tej pory.


Nasza rozmowa, mimo że trwała zaledwie dziesięć minut, też wiele mi pozwoliła zrozumieć. Jestem ciekaw dalszej drogi twórczej Adeli nie tylko z zespołem Walking Dream Band. Jestem także ciekaw jej niepokojących, bardziej mrocznych niż mogłem się spodziewać, tekstów, które są niezwykle poetyckie. To rzadki w ostatnich czasach przypadek świetnej wokalistki, która śpiewa swoje własne teksty. Tak jak dwie moje ukochane wokalistki na polskiej scenie: Kora i Katarzyna Nosowska.

Krystian Kajewski

Podobne wpisy

Wyzwania i potrzeby III sektora na 2026 rok

„Zaginiony talent” – pamięć zapisana. Wernisaż twórczości Włodzimierza Fruczki w Gdańskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuki.

Humanista – jasnowidz
List do Bogdana Kozłowskiego

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Założymy, że to Ci odpowiada, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Czytaj więcej