Europa musi się bronić, ale czy musi eskalować? Głos czeskiego premiera
Każda wojna nosi w sobie zło, przyczynia się do destabilizacji w kraju oraz ogromnych strat wśród społeczeństwa, finansowych. Tak więc wspomaganie Ukrainy jest ważnym elementem pomocy, tylko zadajmy sobie pytanie: dlaczego Polska musiała i ma w tym wszystkim partycypować w tak dużym stopniu? Nasza wschodnia granica jest jednocześnie granicą bezpieczeństwa Europy. Warto więc zapytać, czy zaangażowanie i pomoc innych państw europejskich dla Polski były i są wystarczające.
Polska już dziś odczuwa ogromne konsekwencje finansowe tej wojny. Ponosimy koszty związane zarówno z pomocą, jak i z koniecznością wzmacniania własnego bezpieczeństwa. To wszystko ma wpływ na naszą gospodarkę i możliwości rozwojowe państwa. Jednocześnie inne kraje europejskie nie były w takim stopniu otwarte na przyjęcie obywateli Ukrainy. Ta asekuracja to głównie wynik dbałości o swoje interesy. W wielu państwach obowiązywały określone limity, ograniczenia i odmienne zasady przyjmowania uchodźców. Polska przyjęła ich bardzo wielu i przez długi czas pozostawała jednym z najważniejszych państw wspierających Ukrainę.
Skoro więc Polska znajduje się na wschodniej flance i w praktyce stanowi jedną z najważniejszych zapór bezpieczeństwa Europy, to powinna być również w sposób adekwatny wspierana przez pozostałe państwa. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo nie może być rozłożona nierówno, przy jednoczesnym przerzucaniu coraz większych kosztów na państwa znajdujące się najbliżej konfliktu.
Nie można też zapominać, że współczesna wojna ma znacznie bardziej złożony charakter niż klasyczny konflikt militarny. Towarzyszą jej działania hybrydowe, presja gospodarcza, informacyjna, cyberataki, dezinformacja czy napięcia na granicach. Dlatego tym bardziej powinniśmy bardzo ostrożnie analizować każde działanie, które może zwiększać zagrożenie dla Polski.
Czy konsekwentne angażowanie naszego kraju w kolejne działania może w pewnym momencie osłabiać nasz potencjał gospodarczy, społeczny i obronny? Czy nie istnieje ryzyko, że nadmiernie konfrontacyjna retoryka będzie sprzyjała eskalacji napięć również wobec Polski? To są pytania, które powinny być zadawane bez względu na polityczne sympatie.
Ostatnio Premier Czech, Andrej Babiš, w swoich niedawnym, głośnym wystąpieniu z września 2026 roku przedstawił niezwykle krytyczną ocenę obecnego stanu Europy, ostrzegając przed ryzykiem globalnego konfliktu. Podczas otwarcia konferencji obronnej w Pradze zorganizowanej przez IISS wezwał kraje europejskie do radykalnej zmiany podejścia do bezpieczeństwa i dyplomacji. Zastanawia się bardzo też nad kondycją krajów UE. Zadaje pytanie, czy nasza gospodarka wspierać się będzie głównie na produkcji samochodów oraz czołgów?…
Czeski premier Andrej Babiš krytycznie odnosi się do obecnego kierunku polityki bezpieczeństwa Europy i państw Zachodu. Jego stanowisko koncentruje się przede wszystkim wokół trzech kwestii: ryzyka dalszej eskalacji konfliktu, konieczności rozpoczęcia negocjacji pokojowych oraz potrzeby realnego wzmocnienia europejskiej obrony.
Babiš ostrzega, że obecna droga, którą podąża Europa i świat, nie prowadzi – w jego ocenie – do zwiększenia bezpieczeństwa, lecz może prowadzić do dalszej eskalacji i ryzyka wybuchu III wojny światowej. Zwraca uwagę, że wojna na Ukrainie trwa już dłużej niż I wojna światowa, dlatego – jak argumentuje – dalsze trwanie w obecnym impasie wymaga ponownego przemyślenia strategii państw zachodnich.
Jednocześnie czeski premier opowiada się za podjęciem bezpośrednich negocjacji pokojowych. Chodzi o stworzenie politycznej drogi wyjścia z konfliktu zamiast pozostawania wyłącznie przy rozwiązaniach militarnych. Trzecim elementem jego stanowiska jest kwestia europejskiego bezpieczeństwa powietrznego i przeciwrakietowego. Babiš krytykuje Unię Europejską za brak wystarczająco konkretnych działań w tym zakresie. Zwraca uwagę, że od dłuższego czasu mówi się o stworzeniu wspólnej europejskiej tarczy powietrznej, jednak za deklaracjami nie idą – jego zdaniem – odpowiednio szybkie i konkretne działania.
Premier Czech zapowiada więc, że będzie przekonywał europejskich partnerów do większego zaangażowania w budowę europejskiego systemu obrony przed rakietami balistycznymi. Jednocześnie podkreśla, że taki projekt nie powinien być traktowany jako konkurencja dla NATO czy Stanów Zjednoczonych, lecz jako element wzmacniania bezpieczeństwa europejskich państw.
W jego stanowisku pojawia się więc jednocześnie krytyka dalszej eskalacji konfliktu, wezwanie do podjęcia rozmów pokojowych oraz postulat zwiększenia własnych zdolności obronnych Europy. To podejście opiera się na założeniu, że bezpieczeństwo nie powinno być budowane wyłącznie poprzez zwiększanie zaangażowania militarnego, ale również poprzez dyplomację, negocjacje i wzmacnianie zdolności państw europejskich do ochrony własnego terytorium.
Konflikt może trwać dalej i może dążenie do zacieśniania relacji z regionalnymi europejskimi liderami z możliwością rozszerzenia tej grupy, pozwoliłoby na stworzenie silnej grupy i byłoby odpowiedzią na nowy wymiar bezpieczeństwa Europy.
Przypomnijmy również incydent w Przewodowie. W listopadzie 2022 roku doszło tam do eksplozji, w której zginęło dwóch obywateli Polski. W pierwszych godzinach pojawiły się ogromne emocje i obawy przed dalszą eskalacją. Późniejsze ustalenia wskazywały, że pocisk, który spadł na terytorium Polski, był związany z ukraińską obroną powietrzną. To wydarzenie powinno być dla nas lekcją, jak łatwo w warunkach wojny może dojść do sytuacji, której konsekwencje mogą wykraczać daleko poza pierwotne intencje.
Dlatego nie powinniśmy lekkomyślnie prowokować sytuacji, których skutków później nie będziemy w stanie kontrolować. Powinniśmy przede wszystkim zadbać o bezpieczeństwo Polski, o wszystkie nasze granice, o gospodarkę, stabilność społeczną i odporność państwa.
Niepokoić może również narracja, w której coraz częściej słyszymy o konieczności dalszego zaangażowania i kontynuowania wojny. Nie zapominajmy jednak, że za politycznymi decyzjami stoją konkretni ludzie. Umierają tam nie politycy podejmujący decyzje, lecz przede wszystkim zwykli ludzie – żołnierze i cywile, rodziny, dzieci, osoby starsze. Wojna niszczy całe społeczności, pozbawia państwa ludzi i potencjału, pozostawia traumę na pokolenia.
Być może właśnie dlatego warto spojrzeć na tę sytuację przede wszystkim racjonalnie. Nie przez pryzmat emocji, politycznych deklaracji czy geopolitycznych ambicji, lecz przez rachunek kosztów i możliwości.
Mierzmy zamiary na siły, nie siły na zamiary. Pamiętajmy, siłę mogą tworzyć wspólne kooperacyjne i ścisłe współdziałanie.
Polskie społeczeństwo ma za sobą doświadczenia, których nie można ignorować. Nasza historia, a szczególnie doświadczenia II wojny światowej, pokazały wielokrotnie, jak tragiczne konsekwencje dla zwykłych ludzi mogą mieć decyzje podejmowane przez wielkie mocarstwa i polityczne układy. Przez dziesięciolecia ponosiliśmy konsekwencje wydarzeń, na które często mieliśmy ograniczony wpływ.
Dlatego można zrozumieć społeczne zmęczenie wojną i obawę przed tym, aby Polska po raz kolejny nie stała się miejscem, w którym płaci się najwyższą cenę za decyzje podejmowane w imię szerszych interesów.
Politycy są częścią mechanizmu podejmowania decyzji prowadzących do konfliktów, ale największe konsekwencje niemal zawsze ponoszą zwykli ludzie. To oni tracą życie, domy, bezpieczeństwo, zdrowie i przyszłość swoich rodzin.
Dlatego warto prowadzić politykę ostrożną, odpowiedzialną i nastawioną przede wszystkim na ochronę własnego państwa i jego obywateli. Wzmacniajmy nasz arsenał militarny, zabezpieczajmy granice, budujmy odporność gospodarczą i energetyczną, rozwijajmy dyplomację oraz utrzymujmy możliwie szerokie kanały komunikacji.
Nie chodzi o obojętność wobec cierpienia innych narodów. Chodzi o to, aby pomagając innym, nie doprowadzić jednocześnie do sytuacji, w której osłabimy własne państwo i zwiększymy zagrożenie dla własnych obywateli.
Polska powinna przede wszystkim myśleć o swoim bezpieczeństwie i swoich możliwościach. Polityka asekuracyjna nie musi oznaczać bierności. Może oznaczać rozsądek, rozwagę i unikanie niepotrzebnej eskalacji.
Bo wojna zawsze ma swoją cenę. I tę wysoką cenę ostatecznie ponoszą przede wszystkim ludzie…
ɓ.ļ.


