„Negatyw–pozytyw. W hołdzie Koji Kamoji”. Minimalizm jako język i proces w twórczości Stanisława Olesiejuka

„Negatyw–pozytyw. W hołdzie Koji Kamoji”. Minimalizm jako język i proces w twórczości Stanisława Olesiejuka

Wystawa „Negatyw–pozytyw. W hołdzie Koji Kamoji” autorstwa Stanisława Olesiejuķa, zaprezentowana w Galeria PUNKT GTPS, stanowi wyraz dojrzałej, konsekwentnie rozwijanej postawy twórczej, w której minimalizm nie jest redukcją, lecz świadomym wyborem języka wypowiedzi.


Artysta prezentuje cykl prac z drugiej połowy 2025 roku, wykonanych tuszem na czarnym i białym kartonie. Już na poziomie formalnym ujawnia się jego główna strategia: operowanie przeciwieństwami – biel-czerń, pozytywem i negatywem. Ten dualizm nie pełni jednak funkcji czysto estetycznej. Olesiejuk traktuje go jako narzędzie refleksji nad samą naturą obrazu i percepcji, nawiązując do procesu fotograficznego, ale przekładając go na język abstrakcji geometrycznej. Dla wprawnego oka mistrzostwo w operowaniu bielą i czernią, pozwala zauważyć ciekawe niuanse dwóch przeciwstawnych kolorów.


W centrum jego twórczości znajdują się formy elementarne: koło, kwadrat, prostokąt i trójkąt. To struktury pierwotne, pozornie neutralne, lecz w jego realizacjach nabierają napięcia i znaczenia. Artysta nie wykorzystuje ich jako dekoracyjnych motywów – stają się one nośnikami idei, budulcem wizualnego myślenia. Każda kompozycja jest precyzyjnie zaplanowana, podporządkowana rygorowi konstrukcji, a jednocześnie otwarta na interpretację.


Wyraźne jest tu zakorzenienie w tradycji minimalizmu i konstruktywizmu, ale także w myśleniu konceptualnym. Dla Olesiejuka dzieło nie jest efektem spontanicznej ekspresji – to rezultat procesu intelektualnego. Każda praca wynika z poprzedniej i prowadzi do kolejnej, tworząc spójny ciąg znaczeń. Odbiorca nie obcuje więc z pojedynczym obrazem, lecz z rozwijającą się strukturą idei.


Istotnym elementem jego praktyki jest ograniczenie środków. Redukcja palety do czerni i bieli nie oznacza uproszczenia – przeciwnie, wymaga niezwykłej dyscypliny i wrażliwości. Artysta wydobywa subtelne różnice tonalne, operuje napięciem między płaszczyzną a iluzją przestrzeni. W wielu pracach pojawia się efekt niemal trójwymiarowości, osiągany wyłącznie poprzez relacje form i kontrastów kolorystycznych, które w sposób perfekcyjny uzyskuje artysta, bez uciekania się do iluzjonizmu w klasycznym sensie.


Technika tuszu na kartonie dodatkowo wzmacnia wymiar skupienia i precyzji. To medium nie wybacza błędów – wymaga kontroli, pewności gestu i pełnej świadomości kompozycji jeszcze przed jej realizacją. W tym sensie proces twórczy Olesiejuka tutaj ma charakter niemal medytacyjno-kontemplacyjny – oparty na koncentracji, powtarzalności i wewnętrznej dyscyplinie. Jego prace przemawiają do nas ciszą, angażują nasze zmysły wzroku do  percepcji spostrzegania, interpretacji sztuki tego wymiaru.


Silnym punktem odniesienia pozostaje twórczość jego mistrza, Koji Kamoji. Inspiracja ta nie ma jednak charakteru naśladownictwa. Podobieństwo dotyczy raczej postawy: skupienia, oszczędności środków, dążenia do ciszy i równowagi. Olesiejuk rozwija te idee we własnym kierunku, zachowując autonomię swojego języka twórczego  i konsekwencję formalną.


Ważnym aspektem jego twórczości jest także nieustanna ewolucja. Artysta unika schematów i powtarzalności, mimo że operuje ograniczonym zestawem środków. Każdy cykl przynosi przesunięcia – subtelne, ale znaczące. To rozwój, który nie polega na radykalnych zmianach, lecz na pogłębianiu raz obranej drogi.


Twórczość Olesiejuka balansuje między intelektem a emocją. Z jednej strony jest precyzyjna, analityczna i zdyscyplinowana, z drugiej – wprowadza odbiorcę w stan wyciszenia i kontemplacji. To sztuka, która nie narzuca interpretacji, lecz wymaga uważności. Nie działa natychmiast – odsłania się stopniowo.


„Negatyw–pozytyw. W hołdzie Koji Kamoji” nie jest więc jedynie prezentacją prac, lecz świadomie skonstruowaną wypowiedzią o naturze obrazu, procesie twórczym i miejscu artysty w tradycji minimalizmu. To także refleksja nad drogą – konsekwentną, wymagającą i pozbawioną efekciarstwa.
To, co szczególnie interesujące w twórczości Olesiejuka, to napięcie między deklarowaną redukcją a faktycznym bogactwem wizualnym. Minimalizm w jego wydaniu nie prowadzi do wyciszenia znaczeń, lecz przeciwnie – intensyfikuje je poprzez eliminację wszystkiego, co zbędne.

Ograniczenie staje się tu strategią zagęszczania sensu, owy minimalizm staje się bogactwem wizualnym niuansów kolorystycznych jednego koloru – bieli – czerni, które współgrają ze sobą kolorystycznie choć stanowią tu pewne zróżnicowanie. Są nadal pozytywem i negatywem w odbiorze wizualnym.
Warto zauważyć, że operowanie podstawowymi figurami geometrycznymi wpisuje się w długą tradycję sztuki nowoczesnej – od konstruktywizmu po praktyki konceptualne. Jednak u Olesiejuka nie mamy do czynienia z chłodnym systemem ani matematyczną neutralnością formy. Jego prace nie są diagramami – są raczej strukturami doświadczenia wizualnego, w których percepcja widza zostaje poddana subtelnej destabilizacji.
Relacja pozytywu i negatywu przestaje być jedynie odniesieniem do fotografii – staje się kategorią ontologiczną, strukturą bytu. Wyczuwa się tu jakiś rodzaj metafizycznego odniesienia się do materii. To gra między tym, co widzialne i niewidzialne, obecne i domyślne. W tym sensie prace Olesiejuka można odczytywać jako refleksję nad granicami obrazu, gdzie kończy się forma, a zaczyna jej projekcja w świadomości odbiorcy.


Interesujący jest również stosunek artysty do przypadku. W przeciwieństwie do tradycji reprezentowanej przez Ryszard Winiarski, gdzie losowość była jednym z kluczowych narzędzi kompozycyjnych, Olesiejuk konsekwentnie eliminuje element nieprzewidywalności. Jego prace są kontrolowane, przemyślane, podporządkowane idei. Paradoksalnie jednak, efekt końcowy nie jest zamknięty – pozostawia przestrzeń dla interpretacyjnej niepewności.


Na poziomie percepcyjnym szczególnie istotna staje się gra z iluzją przestrzeni. Artysta, operując wyłącznie czernią i bielą, osiąga efekty wizualne, które podważają płaskość obrazu. Nie jest to jednak klasyczna iluzja głębi – raczej subtelne przesunięcia percepcyjne, które każą widzowi kwestionować własne widzenie.
Można też spojrzeć na tę twórczość w kontekście współczesności. W świecie nadmiaru obrazów, bodźców i informacji, praktyka Olesiejuka jawi się jako gest sprzeciwu wobec wizualnej inflacji. Jego prace wymagają czasu, skupienia i ciszy – wartości coraz rzadszych w dzisiejszym doświadczeniu kulturowym.


Nie oznacza to jednak, że jest to sztuka tylko eskapistyczna, która wprowadza w stan wyciszenia, kontemplacji. Choć pozwala odbiorcy na oderwanie się od trudnych emocji, nie znaczy to, że odbieramy ją w sposób neutralny lub bez żadnych emocji. Przeciwnie – jej siła polega na konsekwentnym budowaniu alternatywnego modelu percepcji. To propozycja innego sposobu patrzenia: wolniejszego, bardziej świadomego, opartego na relacji, a nie natychmiastowej konsumpcji obrazu.


W tym kontekście „Negatyw–pozytyw. W hołdzie Koji Kamoji” można odczytać nie tylko jako dialog z mistrzem, ale również jako autonomiczną wypowiedź o kondycji współczesnej sztuki i jej odbiorcy. Olesiejuk nie tyle kontynuuje tradycję minimalizmu, ile poddaje ją reinterpretacji – przesuwając akcent z formy na doświadczenie. Jest to ciekawe, nowe spojrzenie na sztukę. Olesiejuk to twórca dojrzały i sadzę, że jest „artystą światowego formatu”, co oznacza twórcę o wybitnym poziomie doskonałości, którego dzieła winny być rozpoznawalne i cenione nie tylko w kraju, ale też poza jego granicami.


Tekst&foto: Beata Lewandowska

Podobne wpisy

FunRun Zabawa z Mapą. Gry Parkowe na Orientację – Wiadukt Weisnera i Kełpino Górne

Wystawa „100 obrazów na 100 lecie Gdyni” w Sejmie i w albumie…

„Oni odkrywali Orient”. Tadeusz Serocki i polsko-ormiańskie mosty pamięci

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Założymy, że to Ci odpowiada, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Czytaj więcej