...
Aktualności

Moje Aniołki

Moje Aniołki

Ile razy, jadąc przez Gdańsk, przejeżdżaliście Aleją Zwycięstwa? Pewnie dziesiątki, a może nawet setki razy. Zapewne znacie ją doskonale – szeroka, wielopasmowa aleja, z pasami ruchu dla samochodów, z torowiskiem dla tramwajów. Co szczególnego pozostało do dziś? Trakt konny. Niestety dziś jest on tylko z nazwy konny, ale jeszcze długo po II wojnie światowej Traktem konnym poruszały się wozy konne i kondukty pogrzebowe. Zapewne zastanawiacie się gdzie one jechały, na jaki cmentarz? Ale tym, zajmę się może w innym artykule.

Jadąc Aleją, nie sposób nie zwrócić uwagi na piękne drzewa, których szpalery tworzą tą niezwykłą drogę, na parki, które tworzą klimat niesamowitych zieleńców. Na te nietypowe domy, wille, dziś wielorodzinne. Ale czy kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego powstała Wielka Aleja, obecnie Aleja Zwycięstwa? Co było tu wcześniej? Jak wyglądało to miejsce zanim powstały współczesne ulice, wokół budynki, zanim na jej ulicach do aż takich rozmiarów nasilił się ruch samochodów?

Ja zanim zacząłem jeździć po alei, najpierw uczyłem się tu chodzić. W tych parkach, wzdłuż alei, po murkach, po chodnikach. Niestety już wówczas niebyło ścieżek spacerowych pomiędzy jezdniami, wśród lip, poza jednym, małym fragmentem, który pozostał do dziś, ale o tym może w dalszej części.

Cofnijmy się do czasów, kiedy jeszcze nie było alei. Teren ten decyzjami administracyjnymi, był terenem niezabudowanym, gdyż stanowił przedpole fortyfikacji Bramy Oliwskiej. Brama ta stanowiła wyjście z miasta w kierunku Oliwy, czy wcześniej Wrzeszcza. W tamtych czasach przedpole fortyfikacji musiało być całkowicie puste i najlepiej płaskie, by łatwo można było dostrzec zbliżającego się przeciwnika i by mieć pełną widoczność podczas prowadzenia ostrzału. Każde odstępstwo od tej zasady, wymagało zgody administracji wojskowej, co było trudne, wręcz prawie niemożliwe do uzyskania. I tak było w tym miejscu, może poza jednym wyjątkiem, ale o nim później.

Wielka Aleja powstała w latach 1768-1770, jako połączenie Gdańska z Wrzeszczem – wówczas jeszcze wsią znajdującą się pod Gdańskiem. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Daniel Gralath, urodzony 30 maja 1708 roku w Gdańsku, uczony, burgrabia królewski z nadania Rzeczpospolitej, burmistrz Gdańska. To właśnie on, w swoim testamencie przeznaczył większą część środków na sfinansowanie przedsięwzięcia. Przykład burmistrza pociągnął za sobą innych zamożnych gdańszczan, którzy do budowy alei dołożyli swoją cegiełkę. Za zgromadzone środki zakupiono 1416 lip holenderskich i zasadzono je, według pewnych zasad, wzdłuż nowej drogi prowadzącej do Wrzeszcza. Każda z tych lip kosztowała 6 guldenów. Całość przedsięwzięcia, to koszt 100.000 guldenów. Dzięki tym środkom, dzięki Danielowi Gralathowi powstało coś naprawdę wyjątkowego – czterorzędowa aleja lipowa, która z czasem stała się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu, tej części miasta.

Dziś podziwiając aleję, możemy zobaczyć jedynie co trzecią lub czwartą lipę, bo tylko tyle ich pozostało. Większość z tych pozostałych jest od samego początku, czyli około dwieście pięćdziesiąt lat. Trudno jest sobie wyobrazić, jak niezwykłym widokiem musiała być aleja w momencie jej powstania. Zamiast znanej nam dzisiaj arterii komunikacyjnej ciągnęły się tu rzędy młodych drzew, tworzących reprezentacyjny wjazd do miasta od strony Wrzeszcza.

Drzewa te, to niejedyni świadkowie tamtych czasów. Dziś Daniela Gralatha upamiętnia tablica umieszczona tu w roku 1893 na kamieniu narzutowym, w 150 rocznicę utworzenia przez niego Towarzystwa Przyrodniczego. Kamień z tablicą znajduje się pomiędzy jezdniami Alei Zwycięstwa, na wysokości Parku im. Daniela Gralatha. To właśnie do tego kamienia prowadzi ścieżka pomiędzy jezdniami Alei Zwycięstwa. Jednakże jego historia jest nieco skomplikowana.

Po drugiej wojnie światowej, w myśl zasady, że trzeba udowodnić, iż Gdańsk był polski, ówczesnym władzą Gdańska zaczęło przeszkadzać niepolskie nazwisko. Wówczas na pomnikach, tablicach umieszczano nazwiska, wizerunki robotników, przywódców komunistycznych, przodowników pracy, czy w najlepszym wypadku walczących z agresją hitlerowską. Nazwisko Gralatha nie pasowało do tego wykazu, a poza tym był to człowiek majętny, a to również nie stało w zgodzie z komunistyczną koncepcją. Komuniści próbowali usunąć z przestrzeni publicznej pamięć o Gralathie, zastępując poświęconą mu tablicę inną tablicą – upamiętniającą „Pomordowanych i Poległych w Walce z niemcami, Przywódców Harcerzy Gdańskich 1939 – 1944”. Historia zatoczyła koło. Dawna tablica poświęcona Gralathowi w roku 2004 powróciła na kamień, a sam kamień stał się świadkiem zmieniających się czasów i sposobu w jaki kolejne pokolenia patrzały na historię Gdańska. Po powrocie na kamień tablicy upamiętniającej Daniela Gralatha wspomnienie polskich harcerzy nie zniknęło z przestrzeni publicznej, dziś możemy je odnaleźć na Targu Rakowym.

Z opowiadań mojej mamy wiem, że w jej czasach szkolnych, w święta państwowe, przy tym kamieniu, z tablicą poświęconą harcerzom polskim służbę pełnili uczniowie szkoły podstawowej nr 21 przy ul. Smoluchowskiego.

Wielka Aleja skrywa jeszcze wiele tajemnic, których odkrywanie daje mi wiele radości. Ja pozwolę sobie wspomnieć, iż to właśnie na Wielkiej Alei niegdyś znajdowała się również budka graniczna. I nie chodzi mi wcale o okres międzywojenny, bo wówczas granica Polski z Wolnym Miastem Gdańsk, od tej strony przebiegała zupełnie gdzie indziej, a mianowicie na styku Gdyni i Sopotu. Chodzi mi o zupełnie inny okres. Ale zanim zacznę, chcę wspomnieć o innym gdańszczaninie, o Danielu Chodowieckim. Danielu, który upamiętnił na swoich rysunkach, grafikach Gdańsk końca XVIII wieku. Daniel Chodowiecki urodził się 16 października 1726 r. W Gdańsku. Nie będę opisywał jego życiorysu. Dla tego artykułu istotne jest, że w roku 1790 został wicedyrektorem Pruskiej Akademii Sztuki w Berlinie, a siedem lat później jej dyrektorem. Nawiążę do wcześniejszych czasów. Mieszkając w Berlinie, w roku 1773, po I rozbiorze Polski odwiedził Gdańsk. W czasie tego pobytu wykonał liczne rysunki tego pięknego miasta. Zapisywał również swoje obserwacje. To właśnie dzięki jego pracom możemy dziś zajrzeć w przeszłość i zobaczyć, jak wyglądał Gdańsk w XVIII wieku. Jedna z jego grafik, to widok perspektywy Wielkiej Alei z budką graniczną. Granica między Gdańskiem, którego w I rozbiorze Polski nie zdołały zająć wojska pruskie, a Prusami funkcjonowała tu do II rozbioru Polski, w którym to wojska pruskie wkroczyły do Gdańska.

Następnym razem jadąc Aleją Zwycięstwa pomyślcie o Danielu Gralathcie, o Danielu Chodowieckim. Być może to sprawi, że przejazd tą ulicą nie będzie dla was zwykłym przejazdem, a stanie się historyczną przygodą.

I jeszcze jedno jestem wam winien, a mianowicie skąd wzięła się nazwa tej dzielnicy – Aniołki?

Niektórzy zapewne wiedzą, że parki przy Alei Zwycięstwa, to polikwidowane po II wojnie światowej cmentarze. Można by sobie pomyśleć, że jedno z drugim jest związane. Nic bardziej mylnego.

Część z was zapewne wie, że o miejscu związanym z tą dzielnicą pisała Zofia Nałkowska, w swojej książce zatytułowanej Medaliony. W Medalionach, pierwsze opowiadanie to Profesor Spanner, a ściślej chodzi o Rudolfa Spannera, który tu, przy obecnej Alei Zwycięstwa kierował Instytutem Anatomicznym w Gdańsku. Ten niedoszły noblista, w czasie II wojny światowej zgodnie z tym opowiadaniem organizował zbrodniczy proceder przemysłowego przetwarzania zwłok zamordowanych więźniów na surowce. Z opowiadania dowiadujemy się, iż w jego laboratorium ciała ludzi były wykorzystywane do produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu, wytwarzania preparatów anatomicznych i szkieletów, oczyszczania kości z mięsa i tłuszczu przy użyciu specjalnych maszyn. Na marginesie po wojnie, miejsce to znajdowało się niemal na podwórku domu mojego taty, moich dziadków. Można by tu stworzyć zapewne ciąg myślowy, by w jakiś sposób dojść do aniołów i Aniołków, ale to też błędna teza.

Przy Alei Zwycięstwa stoi pomnik – czołg, jedyny który pozostał, z trzech takich pomników, które były w Gdańsku. Czołgiem tym dowodził kap. Miazga i uczestniczył on w wyzwalaniu Gdyni. Tam za tym czołgiem, jakiś czas temu powstała koncepcja budowy akademików, biurowców. Niestety na wczesnym etapie prac budowlańcy zmuszeni byli  je przerwać, gdyż dokopali się do jakiś fundamentów. Konserwator zabytków wstrzymał budowę. Dlaczego? Okazało się, że natrafiono na fundamenty zespołu szpitalno-kościelnego pod wezwaniem Wszystkich Bożych Aniołów, który w tym miejscu istniał od połowy XIV wieku do 1807 roku. W kościele Wszystkich Bożych Aniołów 6 maja 1785 r. Ślub brała znana gdańszczanka, Joanna Trosiner. Poślubiła ona bogatego kupca gdańskiego Heinricha Florisa Schopenhauera. Najstarszym dzieckiem tego małżeństwa był Arthur, słynny filozof, urodzony w roku 1788, w Gdańsku. Joanna była nie tylko matką filozofa, ale również pisarką. Miejsce to związane jest także, ze znanym Gdańskim astronomem, ale o tym może w innym artykule.

Wróćmy do nazwy dzielnicy Aniołki. W roku 1992 Rada Miasta Gdańska wyodrębniając nową dzielnicę nadała jej nazwę Aniołki. Nazwa ta nie jest nazwą historyczną, ten teren wcześniej tak się nie nazywał. Jednakże nazwa ta nawiązuje do zespołu szpitalno-kościelnego pod wezwaniem Wszystkich Bożych Aniołów, wcześniej św. Michała Archanioła, którego fundamenty odnaleziono podczas prac związanych z budową akademików, za czołgiem. Przed tą datą na domach przy Alei Zwycięstwa, obok tabliczek z numerem domu, widniał napis Gdańsk Wrzeszcz. Dziś są to Aniołki.


Jarosław Pergoł

Biuro Stowarzyszenia na Stowarzyszenie "Gdańsk Miasto Marzeń" | www

Pokrewne wpisy

Zostaw komentarz

* Korzystając z tego formularza wyrażasz zgodę na przechowywanie i przetwarzanie Twoich danych przez tę witrynę.

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Założymy, że to Ci odpowiada, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuję Czytaj więcej

Polityka prywatności i plików cookie