COHEN W TEATRZE ADRIA Z ARCHIWUM ANARCHISTY

   W najbliższą sobotę, 31 stycznia 2026, już o 18 zapraszamy na koncert COHEN W TEATRZE ADRIA, w bydgoskim Teatrze Adria.

Różnicę między kulą a sferą trudno uchwycić;

Najtrudniej jest uchwycić różnicę między poezją a proza w dzisiejszych czasach. Prawda, panie Jourdain? A jak uchwycić różnicę między poezją a piosenką poetycką? Jak pochwycić białego królika w czarny cylinder?


Jeszcze… to przecież Leonard Cohen, Kanadyjczyk w canoe, Katrzyno Tekakwitha. Zagubiony gdzieś w Labiryncie, a może na korytarzu Chlesea Hotel, gdzie ponoć poszukuje pijanej Janis Joplin, hoplita, hopla, perełko, Żyd Wieczny Tułacz. Konkwistador, potomek Jacuesa Cartiera o duszy rock n rollowca, bywalec festiwalu Woodstock, kolega Boba Dylana.
Skąd na przykład mógł wiedzieć kronikarz Mahabrahaty, że istnieje broń, która jest w stanie ukarać jakiś kraj dwunastoletnią suszą? A Cohen wiedział. Cohen to nawet wyśpiewał.


W tej samej księdze czytamy, jak Gurkha z pokładu potężnej vimajany zrzucił na potrójne miasto jeden jedyny pocisk. Pocisk miłości.


Tym też tłumaczy się rozwój poezji, jej formy. Od Gilgamesza po Leonarda Cohena.
Ostateczne ukształtowanie się rozbitych, rozwijających się form z pewnością nigdy nie ustąpi. Dlatego pracę poetycką należy traktować jako swoiste work in progress. W tym zaś sensie progresywne są nie tyle piosenki Cohena, ani nawet jego wiersze, co tak zwana proza poetycka.


Z chwilą powstania proza poetycka stała się mostem pomiędzy poezją a prozą. Piękni przegrani, ta zadziwiająca opowieść Cohena, pełna jest rzęsistej i mięsistej metaforyki, której próżno szukać w wygładzonych interpretacjach tekstów piosenek barda.


Spodziewajmy się więc pewnych korzyści z poznawania całości twórczej biografii artysty. Tymczasem mam ogromną przyjemność zaprosić Państwa na koncert, w którym wybrzmią zatem te dwie twarze Cohena; znajoma i nieznajoma. Posłuchać Cohena w polskim przekładzie. Dać się ponieść tej wezbranej mistyczno -romantycznej fali.


W latach sześćdziesiątych, w czasie kontrkultury kiedy Cohen był najbardziej popularny, stawiano go w jednym rzędzie z Bobem Dylanem. W Polsce zaistniał w szerszej świadomości dzięki przekładom Macieja Zembatego. W sobotni wieczór, tuż poi godzinie 18, w bydgoskim Teatrze Adria piosenki Leonarda Cohena wybrzmią w wykonaniu artystów Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie: Wojciecha Skibińskiego i Krzysztofa Taraszki. Wieczór poprowadzi znany z radiowej Jedynki Paweł Sztompke, popularyzator i znawca twórczości kanadyjskiego songwritera. Będziemy mogli, po raz kolejny, przekonać się o tym, że tańczyć należy aż po kres miłości.


Międzynarodówka przestała istnieć, ale język poezji i język muzyki, nadal pozostają przecież uniwersalne. Leonard Cohen, podobnie zresztą jak Bob Dylan, pozostaje piekielnie aktualny i niebiańsko przyswajalny, dzięki kolejnym interpretacjom. Jego elastyczna, ekwilibrystyczna wręcz poezja, pozostaje przyjemna w odbiorze i zastanawiająca, bo w najmniej spodziewanej chwili, spod gładkiej faktury piosenkowego przebrania, potrafi nas zaskoczyć śmiertelnie poważnym ontologicznym ciosem w samo serce. Tak, serce bije mocniej, kiedy ktoś śpiewa Cohena. Świat wydaje się wtedy miejscem bardziej sensownym, a kobiety stają się wtedy, jak w książkach i wierszach artysty, magiczne niczym nimfy .


Rew. Poetycko – muzyczna, za którą stoją, między innymi Cohen i Dylan, ale też chociażby Morrison czy Cave, polega na integralnym zespoleniu poezji i muzyki ( mniej lub bardziej rockowej w tym przypadku), tak jakby traktować te dwie sfery nierozerwalnie, uznając część duchową ( Słowo)  za nierozerwalną z częścią cielesną ( muzyką rockową). Co właściwie nie jest sprzeczne ze źródłem poezji, które znajdziemy przecież również w muzyce starożytnych aojdów.


TRZYMAĆ GARDĘ

Wraz z wkroczeniem na muzyczne salony stopniowo w muzyce Leonarda Cohena zaczął się rozpływać pierwiastek rockowy. W przeciwieństwie do Dylana, Cohen pozostał przy gitarze akustycznej i melorecytacji, której hipnotyczność narastała z płyty na płytę. Z albumu na album Cohen stawał się więc klasycznym wykonawcą tak zwanej piosenki poetyckiej, która zaowocowała u nas niemalże równolegle twórczością Edwarda Stachury.
Zawsze odmawiałem sobie muzyki, jakiej chciałbym posłuchać. Powiedział poeta w jednym z wywiadów. Podobnie jak Jim Morrison, nie chciał być muzykiem i nawet nie potrafił pisać. Był przede wszystkim poetą o niespożytej płodności i wyobraźni. Niekiedy obscenicznej i wulgarnej, to znowu mocno uduchowionej. Łączył te dwa światy, sacrum i profanum, ze zręcznością szamana lewitującego nad cuchnącym pogorzeliskiem.

Krystian Kajewski

Podobne wpisy

Trwa program grantowy „Moc lokalnych inicjatyw” – wsparcie dla działań na rzecz osób z niepełnosprawnościami

Gry Parkowe na Orientację wracają na Jasień

WOŚP w Gdańsku – miasto serc, nadziei i wspólnego dobra. To już 34 lata naszego ogromnego zaangażowania w zbiórki

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Założymy, że to Ci odpowiada, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Czytaj więcej