Z cyklu: Moje Aniołki.
Część II. Uwiecznił XVIII-wieczny Gdańsk. Kim był człowiek, którego imię nosi jedna z ulic gdańskich Aniołków?
Pierwsza podróż do Gdańska: czerwiec – sierpień 1773.
W czerwcowy poranek 1773 roku Daniel Chodowiecki wyruszył konno z Berlina w stronę miasta, które mimo upływu lat wciąż było jego rodzinnym domem. Mijał kolejne miasta, przemierzał kolejne kilometry, troszczył się o swojego wierzchowca, a wieczorami zapisywał najdrobniejsze wydarzenia, przy filiżance ukochanej kawy. Posługiwał się najbliższym sobie językiem francuskim, każdego wieczora spisywał swoje spostrzeżenia związane z przejazdem i nawet te najbardziej błahe. W końcu, po ośmiu dniach podróży, 11 czerwca dotarł do rodzinnego miasta, do Gdańska, a w zasadzie na miejsce, z którego widział jego panoramę. Miejscem tym była niezwykle piękna, obsadzona młodymi, holenderskimi lipami aleja. Obraz ten, tak przykuł jego uwagę, że jeszcze podczas tego pobytu postanowił ją narysować, ale z czymś wyjątkowym. Czym? O tym w dalszej części artykułu.
Ja miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć tą aleję dwieście lat później, a dokładnie w roku 1973. Wówczas z 1416 drzew, pierwotnie tam zasadzonych pozostała jedynie jedna trzecia, a może bardziej jedna czwarta. Ale mimo wszystko był to niesamowity widok i mimo, iż to miejsce ulega coraz większej degradacji, spowodowanej coraz bardziej intensywnym ruchem samochodów, to nadal jest piękne.
Wróćmy, jednakże do Daniela Chodowieckiego. Dla niego najważniejszym było spotkanie z matką (Marią Henriettą Chodowiecką), siostrami (Louise Elisabeth i Henriettą Concordią) i ukochanymi cioteczkami (Susanne Justyną i Johanną Concordią), których nie widział od wielu lat. Matka jego miała włosy pokryte siwizną, jak ją opisywała jej uczennica Joanna Trosiner (później pani Schopenhauer). Siostry już były dojrzałymi, czterdziestoparoletnimi kobietami. Powitanie nastąpiło w domu stanowiącym spuściznę Ayrerów, w domu przy ulicy Piwnej. Chodowiecki zamierzał w domu zostać zaledwie kilka dni, czy mu się to udało? Czytaj dalej.
Jego gdańska codzienność wypełniona została szczelnie. Czas płynął mu na spotkaniach, wizytach, spacerach i wycieczkach podmiejskich, ale przede wszystkim na pracy. Szczególnie jego zainteresowanie wzbudzały ulice, domy, ludzie i codzienne ich życie. Znalazł czas na spotkania z gdańskimi artystami, rysownikiem Friedrichem Antonem Augustem Lohrmannem i rytownikiem Matthaeusem Deischem, z autorami serii pięćdziesięciu prospektów Gdańska wydanymi w latach 1761-1765.
Chodowiecki w czasie swojego pobytu nie stronił od swojej pracy, która zapewne była jego pasją. Odwiedzał rezydencje, kamienice bogatego mieszczaństwa. Na zlecenie wykonywał portrety bogatych patrycjuszy. Przecież w tamtym czasie posiadanie portretu artysty z Berlina było modne i dodawało prestiżu. Chodowiecki wykorzystując możliwość dotarcia do domów mieszczan rysował również zwykłe codzienne sceny domowe, pejzaże miasta, w ten sposób dokumentując gdańską codzienność końca XVIII wieku i stając się gdańskim kronikarzem, tej epoki, w której przyszło mu żyć.
Daniel Chodowiecki wykonał około trzydzieści portretów. Przeprowadził sesje portretowe między innymi w domu wojewody pomorskiego Ignacego Franciszka Przebendowskiego, czy też w rezydencji prymasa Gabriela Jana Podoskiego.
Stworzył również dzieło, grafikę, która dla mnie ma niezwykłe znaczenie. Narysował Wielką Aleję, dzisiejszą Aleję Zwycięstwa. I to dzięki niemu wiemy, jak ona wyglądała, bezpośrednio po jej utworzeniu. Ale nie na tym koniec. Namalował ją z pewnym obiektem, który był świadkiem historii rozbiorowej Polski. O jakim elemencie piszę? Piszę o budce granicznej, która istniała w tym miejscu między pierwszym, a drugim rozbiorem Polski. Piszę o budce granicznej, która była pomiędzy polskim Gdańskiem, a zajętym przez Prusy Pomorzem. Chodowiecki nie ograniczył się do sztampowych obrazów, próbował nam pokazać coś więcej, chciał pokazać kontekst historyczny, kulturowy i społeczny tego pięknego miasta.
A ja cóż i tu muszę wtrącić coś osobistego. Pierwszą część tego artykułu zacząłem od rogu ul. Chodowieckiego i Alei Zwycięstwa, gdzie mieszkała moja mama, a teraz wypadałoby napisać coś o tacie. A więc budka graniczna na Wielkiej Alei istniała mniej więcej tam, gdzie później, stał dom moich dziadków i mojego taty. Jakże ciekawa jest to dla mnie symbolika. W tym znaczeniu czuję się również połączony, poprzez osobę Daniela Chodowieckiego z gdańskimi Aniołkami.
Daniel Chodowiecki w rodzinnym mieście spędził osiem tygodni, opuścił Gdańsk 10 sierpnia 1773 roku, ale zanim to uczynił, zatrzymał się na krótki „popas” w wsi pod Gdańskiem, zwanej Wrzeszcz. To w tej wsi, na ścianie altany zostawił niezwykłe słowa: „Żegnajcie, moi przyjaciele, żegnaj, moja ojczyzno”. Potem ruszył dalej, pozostawiając za sobą miasto swojego dzieciństwa i swoich wspomnień. Z Gdańska zabrał trzy szkicowniki ze 107 rysunkami. Ostatni, sto ósmy rysunek ze słynnego gdańskiego cyklu miał powstać dopiero podczas powrotu do Berlina. Dziś rysunki te przechowywane są w berlińskiej Akademie der Künste.
Daniel Chodowiecki był autorem kalendarzy historyczno-genealogicznych z lat 1796 i 1797. Nawiązał w nich do historii Polski. Narysował do nich rysunki, poświęcone dziejom Polski, od Piastów, przez Jagiellonów i władców elekcyjnych, po upadek Polski. Sceny polskie artysta umieszczał parokrotnie w cyklach ilustrujących wydarzenia ogólnoeuropejskie. Na jednym z rysunków ujął porwanie króla Stanisława Augusta przez konfederatów barskich 3 listopada 1771 roku. Na innym obrady sejmowe zakończone uchwaleniem Konstytucji 3 maja. Wykonał też portret swojego młodszego syna Henriego Isaaca. Co ciekawe, przedstawił chłopca o podgolonej na polską modę głowie.
Już w grudniu 1773 roku, zaledwie kilka miesięcy po jego powrocie z Gdańska odeszła jego ciotka Johanna Concordia, którą pochowano na cmentarzu Bożego Ciała, w grobowcu Ayrerów. Dwa lata później zmarł jego brat Antoni.
Druga wyprawa do Gdańska
Przełom lat 70-tych i 80-tych XVIII wieku to pasmo smutnych wiadomości dla Daniela Chodowieckiego. W roku 1779 umiera Maria Henrietta Chodowiecka, matka artysty. Zostaje ona pochowana 5 czerwca na cmentarzu Bożego Ciała w Gdańsku (w rodzinnym grobowcu Ayrerów). Parę miesięcy później umiera ciotka Justyna i spoczywa w tym samym grobowcu. W Gdańsku pozostały już tylko Luiza i Henrietta, które wciąż mieszkały w domu przy ulicy Świętego Ducha, odziedziczonym po dziadkach Ayrerach. Dlatego też Daniel, wraz ze swoim bratem postanowili je ściągnąć do Berlina, tak by nie były samotne.
W roku 1780, w końcowych dniach lipca Daniel Chodowiecki ponownie przyjechał do Gdańska. Była to jego druga i ostatnia wizyta w tym pięknym mieście. Jednakże nie była związana ani z wypoczynkiem, ani z jego pasją. Wizyta ta miała na celu uporządkowanie spraw po śmierci matki. Nieuniknionym tematem były sprawy spadkowe. W związku z decyzją, o wyjeździe Elisabeth Concordii i Henrietty Sary Concordii na stałe do Berlina, wyznaczono pełnomocnika, w celu sprzedaży pozostałej w Gdańsku kamienicy. 22 sierpnia Christian Nathanael Feldhauer, stał się szczęśliwym nabywcą kamienicy, a Chodowieccy całe swoje życie przenieśli do Berlina.
I właśnie w ten sposób zamknął się rozdział historii Chodowieckich w Gdańsku. Jeszcze tylko na pożegnanie wypowiedziane „Żegnajcie, moi przyjaciele, żegnaj, moja ojczyzno” i niedopowiedziane – tym razem na zawsze.
Niestety gdański epizod rodu Chodowieckich trwał tylko około sto lat, poczynając od potomka szlachty wielkopolskiej – Christiana Sereniusa, dziadka Daniela, kończąc na opuszczającym Gdańsk Danielu Chodowieckim. Na cmentarzu Bożego Ciała w Gdańsku Daniel pozostawił wielu bliskich, w tym również swojego ojca i matkę. Matka, była ostatnią osobą z tego rodu, która spoczęła w Gdańsku.
Kariera akademicka
Daniel Chodowiecki był już szanowanym artystą w Berlinie, jednak ówczesny władca Fryderyk II Wielki nie potrafił docenić jego kunsztu, on po prostu nie dostrzegał niemieckich artystów, a za takiego uznawał zapewne Chodowieckiego. Daniel odwiedził Pałac Sanssouci pod Berlinem w dniach 11 – 14 października 1777 roku. Niestety nie przeniósł wspomnień tej wizyty na papier.
W roku 1764 artyście, Danielowi Chodowieckiemu przyznano członkostwo honorowe berlińskiej Akademii Sztuki i tak rozpoczęła się jego kariera akademicka. W 1790 roku zreformowano statut Akademii, co znacząco wpłynęło na jej rozwój i pozycję Daniela Chodowieckiego w środowisku artystycznym. Rozszerzono grono członków honorowych i nadzwyczajnych, a do senatu włączono osoby pełniące ważne funkcje państwowe i związane ze sztuką. Istotną postacią był Friedrich Anton von Heinitz, minister stanu, znawca i miłośnik sztuki, który w 1786 roku został kuratorem Akademii.
W 1797 roku Daniel Chodowiecki objął stanowisko dyrektora Królewskiej Akademii Sztuki w Berlinie i pełnił je aż do śmierci. Rok później otrzymał również honorowe członkostwo Akademii w Sienie, co potwierdzało jego wysoką pozycję w świecie artystycznym.
Chodowiecki uważał Akademię przede wszystkim za miejsce spotkań artystów, którzy mogą wspólnie rozmawiać o sztuce, wymieniać doświadczenia i wzajemnie inspirować się w dążeniu do doskonałości. Rozwojowi Akademii sprzyjało także zainteresowanie sztuką panującego już wówczas Fryderyka Wilhelma I, w przeciwieństwie do jego poprzednika.
Ostatnie lata życia Daniela Chodowieckiego
Daniel Chodowiecki, pod koniec swojego życia zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Cierpiał na astmę, miał kłopoty z krążeniem oraz tajemniczą opuchlinę wodną, mogącą wskazywać na niewydolność nerek, wątroby lub serca. Mimo choroby nie rezygnował z pracy i do końca był aktywny artystycznie. Jego życie przypadło na czas wielkich przemian politycznych. W 1786 roku zmarł Fryderyk II Hohenzollern, król Prus. Wiadomość ta wywołała w Gdańsku radość części mieszkańców. Joanna Schopenhauer wspominała jednak, że jej mąż Florian nie podzielał tego entuzjazmu i uważał, że nie należy cieszyć się z nieszczęścia drugiego człowieka. Chodowiecki doświadczył również wielu rodzinnych strat. Z licznego rodzeństwa przy życiu pozostała jedynie jego siostra Henrietta Concordia. Pozostali bliscy zmarli w latach 1775–1785. Ich groby znajdowały się na cmentarzu przy szpitalu francuskim w Berlinie.
Jesienią 1800 roku stan zdrowia artysty znacznie się pogorszył. Zmęczony intensywną pracą zmarł 7 lutego 1801 roku. Ponieważ rodzinny cmentarz został zamknięty w 1795 roku, pochowano go na berlińskim cmentarzu francuskiego kościoła reformowanego przy Chausseestraße. Uroczystość odbyła się 10 lutego. W 1928 roku w miejscu jego pochówku postawiono nowy nagrobek.
W tym roku obchodziliśmy trzysetną rocznicę urodzin Daniela Chodowieckiego. Samorząd gdańskiej dzielnicy„Aniołki” zorganizował obchody ulicy Chodowieckiego. W obchodach uczestniczyli mieszkańcy. Niesamowite święto, z wieloma atrakcjami, które mam nadzieję, że i w przyszłym roku będzie kontynuowane.
Jedno, czego do dziś mi brakuje w Gdańsku, to w przestrzeni Głównego Miasta Gdańska tabliczki informującej o tym niesamowitym rodaku z Gdańska. Być może winna ona znajdować się w miejscu, gdzie niegdyś stała kamienica „Pod Pelikanem”, być może w innym miejscu Głównego Miasta związanym z tą niesamowitą postacią, ale brak takiej informacji na Głównym Mieście, z którym był związany artysta powoduje to, iż osoby przyjeżdzające tu na chwilę, nie wiedzą , iż tak wspaniała postać w Gdańsku istniała.
Jarosław Pergoł


