Rudolf Spanner i miejsce, które pamięta więcej, niż widać
Przy al. Zwycięstwa, tuż przy skrzyżowaniu z ulicą Marii Skłodowskiej-Curie, stoją budynki, obok których codziennie przechodzą studenci, lekarze i pacjenci. Współczesny kampus Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego tętni życiem. Trudno uwierzyć, że właśnie tutaj rozegrała się jedna z najbardziej niepokojących historii związanych z medycyną XX wieku.
Miejsce
Historia tego terenu zaczęła się znacznie wcześniej niż II wojna światowa.
Na początku XX wieku powstał tu nowoczesny kompleks szpitalny Gdańska. Później działała tu niemiecka uczelnia medyczna, a w czasie wojny funkcjonował Instytut Anatomii, którym kierował Rudolf Spanner. Po 1945 roku teren przejęła polska uczelnia medyczna, z której wywodzi się dzisiejszy Gdański Uniwersytet Medyczny.
Jednym z najważniejszych budynków kompleksu był Instytut Anatomii przy dzisiejszej al. Zwycięstwa 41-42. To właśnie tutaj pracował człowiek, którego nazwisko na zawsze związało się z jedną z najciemniejszych kart historii wojennego Gdańska.

Kim był Rudolf Spanner?
Rudolf Maria Spanner urodził się w 1895 roku. Był lekarzem, anatomem i naukowcem. Przeszedł klasyczną drogę akademicką: studia, doktorat, habilitację, pracę naukową i profesurę.
To właśnie ten fakt tak bardzo niepokoi.
Nie był człowiekiem z marginesu społeczeństwa. Nie był kryminalistą ani ulicznym fanatykiem. Był wykształconym profesorem medycyny, człowiekiem nauki, wykładowcą przygotowującym przyszłych lekarzy.
W 1936 roku wstąpił do NSDAP. Cztery lata później objął kierownictwo Instytutu Anatomii w Gdańsku. Po wojnie wielu próbowało odpowiedzieć na pytanie, kim był naprawdę.
Dokumenty nie przedstawiają go jako sadysty czerpiącego przyjemność z cierpienia. Nie zmienia to jednak faktu, że pod jego kierownictwem prowadzono działania, które do dziś budzą głęboki sprzeciw moralny. Być może właśnie dlatego postać Spannera jest tak przejmująca. Trudno dostrzec w niej potwora z koszmaru. Łatwiej zobaczyć człowieka, który zatracił zdolność odróżniania tego, co możliwe technicznie, od tego, co dopuszczalne moralnie.
Instytut Anatomii
Anatomia od wieków wymagała pracy na ludzkich zwłokach. Dzięki niej lekarze poznawali budowę ciała i uczyli się ratować życie.
W czasie wojny do gdańskiego instytutu trafiały ciała pochodzące między innymi z więzień, zakładów psychiatrycznych i miejsc egzekucji. Wykonywano preparaty anatomiczne, szkielety dydaktyczne oraz materiały służące nauczaniu studentów.
Po zajęciu Gdańska w 1945 roku odnaleziono tam liczne ludzkie szczątki, preparaty anatomiczne i ślady działalności prowadzonej na ogromną skalę.
To odkrycie wstrząsnęło nie tylko Gdańskiem, ale również powojenną Polską.

Mydło z ludzi. Mit czy prawda?
To właśnie tutaj narodziła się historia opisana później przez Zofię Nałkowską w „Medalionach”.
Przez dziesięciolecia trwał spór, czy była ona w całości prawdziwa.
Współczesne badania historyczne i śledztwo IPN potwierdziły, że w Instytucie Anatomii rzeczywiście wytwarzano substancję mydlaną z ludzkiego tłuszczu. Nie znaleziono jednak dowodów na przemysłową produkcję ani na zabijanie ludzi specjalnie w tym celu.
Nie była to więc wielka fabryka mydła, jak czasem przedstawiano w sensacyjnych opowieściach.
Jednak nawet w najbardziej ostrożnej interpretacji pozostaje fakt trudny do zaakceptowania: ludzkie szczątki zostały potraktowane jako materiał technologiczny.
I właśnie to najbardziej porusza.
Maceratorium
Najbardziej mrocznym miejscem kompleksu nie był główny budynek instytutu.
Na jego zapleczu znajdowało się niewielkie maceratorium, gdzie prowadzono procesy związane z oczyszczaniem i preparowaniem szczątków.
To właśnie tam po wojnie odnaleziono urządzenia oraz substancje, które stały się podstawą późniejszego śledztwa.
Według relacji świadków budynek był zwyczajnym gospodarczym pawilonem. Nie wyróżniał się niczym szczególnym.
Jak często bywa w historii, największe tragedie nie zawsze rozgrywają się w miejscach wyglądających groźnie.
Między życiem a utratą człowieczeństwa
Na wielu dawnych budynkach anatomii w Europie widniała sentencja łacińska:
Hic locus est ubi mors gaudet succurrere vitae – To jest miejsce, gdzie śmierć raduje się, mogąc służyć życiu.
To jedno z najpiękniejszych zdań, jakie powstały w historii medycyny. Zawiera głęboki sens nauki anatomii. Człowiek, który po śmierci oddaje swoje ciało nauce, pomaga przyszłym lekarzom poznawać tajemnice ludzkiego organizmu. W tym znaczeniu śmierć rzeczywiście służy życiu.
Jednak właśnie w przypadku gdańskiego Instytutu Anatomii słowa te nabierają szczególnie przejmującego znaczenia.
Historia Rudolfa Spannera pokazuje bowiem, jak cienka bywa granica między nauką służącą człowiekowi a nauką, która gubi etyczny kompas. Anatomia miała pomagać lekarzom ratować życie. Tymczasem wojna sprawiła, że część działań prowadzonych w instytucie przekroczyła granice, których przekraczać nie wolno.
Dlatego sentencja ta brzmi dziś jednocześnie pięknie i boleśnie.
Przypomina, że sama wiedza nie wystarcza. Potrzebne są jeszcze sumienie, odpowiedzialność i szacunek dla ludzkiej godności. Bez nich nawet najbardziej zaawansowana nauka może utracić swoje człowieczeństwo.
Być może właśnie dlatego historia tego miejsca pozostaje aktualna także po kilkudziesięciu latach. Nie jest wyłącznie opowieścią o wojnie ani o jednym profesorze. Jest przestrogą, że postęp naukowy i techniczny musi zawsze iść w parze z etyką.
Co pozostało dzisiaj?
Dawny Instytut Anatomii nadal istnieje, choć pełni już zupełnie inne funkcje.
Współcześnie budynek ten znany jest jako Atheneum Gedanense Novum. Mieści się tam między innymi Muzeum Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
W pobliżu znajdował się również dawny cmentarz przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie, gdzie po wojnie pochowano część odnalezionych szczątków ludzkich związanych ze sprawą Instytutu Anatomii.
Przechodząc dziś przez kampus, trudno dostrzec ślady tamtych wydarzeń.
Słychać rozmowy studentów. Przejeżdżają rowery. W oknach świeci światło sal wykładowych. To miejsce nadal służy medycynie.
I może właśnie tak powinno być.
Epilog
Kiedy stoisz na rogu al. Zwycięstwa i ul. Marii Skłodowskiej-Curie, widzisz zwykłe budynki uczelni.
Ale historia tego miejsca przypomina, że mury potrafią pamiętać.
Pamiętają nie tylko cierpienie i wojenną ciemność. Pamiętają również przestrogę.
Historia Rudolfa Spannera nie jest wyłącznie opowieścią o jednym profesorze ani o jednym budynku. Jest opowieścią o odpowiedzialności, jaka spoczywa na każdym człowieku posiadającym wiedzę i władzę nad losem innych.
Patrząc na tę historię po latach, trudno nie postawić sobie pytania: jak mogło dojść do tego, że wykształceni lekarze i naukowcy przekroczyli granice, które wydają się tak oczywiste?
Coraz więcej historyków wskazuje, że odpowiedzi trzeba szukać nie tylko w biografiach pojedynczych ludzi, lecz także w atmosferze epoki. Nazizm nie stworzył ludzkiego okrucieństwa, ale stworzył warunki, w których odczłowieczanie innych mogło zostać uznane za coś normalnego, użytecznego, a nawet naukowo uzasadnionego.
Najpierw zmieniał się język. Potem sposób myślenia. Potem normy społeczne.
W końcu człowiek przestawał być postrzegany jako osoba posiadająca niezbywalną godność, a stawał się kategorią, przypadkiem, numerem, materiałem.
Być może właśnie dlatego historia gdańskiego Instytutu Anatomii wciąż wywołuje dreszcz. Nie opowiada o potworach z legend ani o ludziach całkowicie odmiennych od nas. Opowiada o świecie, w którym krok po kroku osłabiono moralne hamulce, aż rzeczy wcześniej niewyobrażalne zaczęły wydawać się dopuszczalne.
W tym sensie historia Spannera jest czymś więcej niż wojenną opowieścią. Jest ostrzeżeniem przed każdą ideologią, która dzieli ludzi na bardziej i mniej wartościowych. Pokazuje, jak niebezpieczne staje się społeczeństwo, gdy cel uznaje się za ważniejszy od ludzkiej godności.
Dlatego tak mocno wybrzmiewa stara sentencja związana z nauką anatomii:
Hic locus est ubi mors gaudet succurrere vitae
To jest miejsce, gdzie śmierć raduje się, mogąc służyć życiu.
W zdrowo rozumianej medycynie śmierć ma służyć życiu. Człowiek po śmierci pomaga przyszłym pokoleniom lekarzy ratować innych. W tym zawiera się głęboki sens anatomii i jedna z najpiękniejszych idei medycyny.
Historia tego miejsca pokazuje jednak, jak łatwo można oddalić się od tego ideału, gdy wiedza przestaje iść w parze z sumieniem. Bo nauka sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła.
O jej wartości decyduje człowiek.
I właśnie dlatego słowa Zofii Nałkowskiej pozostają tak przejmujące także dziś:
„Ludzie ludziom zgotowali ten los.”
Spacerując po kampusie Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, trudno o tym nie myśleć. W miejscu, gdzie przyszli lekarze uczą się ratować życie, historia wciąż przypomina, że największym osiągnięciem medycyny nie jest wiedza o człowieku. Jest nim szacunek dla człowieka.
Dziś można zobaczyć tablicę na budynku z napisem

„ W tym gmachu faszyści niemieccy w latach II wojny światowej używali zwłok ofiar zbrodni przeciwko ludzkości, osób straconych w więzieniu w Królewcu i Gdańsku, pacjentów okręgowego zakładu zdrowotno-opiekuńczego w Kocborowie i więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof jako surowca do produkcji mydła. Ludzie ludziom zgotowali ten los.”
Joanna Grotowska



Zofia Nałkowska

