ASPEKTY ARTYSTYCZNE JĘZYKA
REFLEKSJE PO ROZMOWIE
Z RAFAŁEM ZIMNYM
DR HAB. I PROF. UKW
Klęska i śmierć nie ominie także chwilowych zwycięzców. Tę prawdę przenosi doskonale język, który, za Mickiewiczem, myślom kłamie. Językoznawca w randze profesora, , udzielił mi długiego, ponad dwugodzinnego wywiadu, w trakcie którego miałem mu okazję zadać kilkanaście pytań. Niestety, odpowiedzi, których mi udzielił, nie do końca mnie usatysfakcjonowały.
Musiałem się dłużej zatrzymać w Wiedniu.
Niestety, po przyjeździe do Paryża popadłem w obłęd olśnień – tak mógłby napisać Wittgenstein, gdyby przesunął nieco granice swego ograniczonego języka filozoficzno – logicznego.
Dla szczęścia mowy najlepiej zatem wybrać tryb nieustraszony.
Prawie całe swe życie mój rozmówca spędził w Bydgoszczy, jak Immanuel Kant w Królewcu. Zadaję mu pierwsze pytanie: Jak nasza obyczajowość wpływa na zmianę języka? Kantujemy obaj. Po gombrowiczowsku. Ustawiamy się po przeciwstawnych stronach barykady. Ja – poeta. On – językoznawca, zatem naukowiec.
Nadal mieszkam w Bydgoszczy. I czuję się tu jak Napoleon na Wyspie Świętej Heleny. Zimny jest bydgoszczaninem. Pytam profesora, w jakiej kondycji jest dzisiejsza polszczyzna, zaśmiecana przez rozmaite ideologizmy, począwszy od inwazji potworkowatych feminatywów, przez nadużywanie durnych anglicyzmów, i generalnie, mnożenie bytów ponad potrzebę. A Zimny co? Broni tych wszystkich wątpliwych innowacji jak Najman Częstochowy.
Nie sądzę, żeby dało się nas określić jako zgodnych co do tych palących kwestii. Co Zimnego ziębi, to mnie grzeje, i na odwrót. A najbardziej poprawność polityczna. On ją ( jako członek RJP, sic!) wprowadza i sankcjonuje, ja nie cierpię jej jak disco polo.
Uważam też, że małpowanie młodych w piśmie, mowie i uczynkach to przejaw intelektualnego lenistwa, a zbrodnią jest niewykorzystanie zasobu językowego polszczyzny, i zastępowanie wszystkiego co możliwe małpią mową. Chcecie banana? Proszę bardzo, oto Chiquita. Takie będą Rzeczpospolite jak ich młodzieży edukacja. Mawiał Zamojski, a za nim Modrzewski. Ale co jeśli to kura uczy się od jajka? Bez jaj..
JAK GĄBKA
Dokładnie w tej chwili. Czuję jakbym rozmawiał z gąbką. Nie z Profesorem Gąbką, a z człowiekiem – gąbką, który nasiąka wpływami. Zimny to, niestety, nie wyjątek. Jeszcze gorszy jest Rusinek, który jest w stanie usankcjonować każdą językową bzdurę ze słynną podmiotką na czele. Mam wrażenie, że Rada Języka Polskiego nie ma co robić i zajmuje się wprowadzaniem tych wszystkich absurdalnych i utrudniających nam życie reguł z powodów, kto wie, może i merkantylnych. Stwarzają wrażenie robienia czegoś, wtedy gdy najlepiej byłoby nie robić nic głupiego. I to by wystarczyło. Bo jaki sens mają kolejne reformy RJP, oprócz stworzenia wrażenia, że się jest do czegokolwiek potrzebnym?
I powiem ci, że prostota niektórych rozwiązań najbardziej otwiera oczy. A dzisiejsi językoznawcy może znajdują się na pasku korporacji, które każą im kopać się tylko do nogawek. I generalnie tańczyć, jak im zagrają rozmaite, durne ideologie. Na czele z walcem politycznej poprawności, który, mam wrażenie, ma chęć i ambicje wyrównać wszystko. A przecież Polacy nie gęsi, i swój język mają, prawda?
Z drugiej strony to normalna ewolucja. Tylko czy aby na pewno normalna i z pewnością ewolucja. I tu przypomina mi się anegdota, którą swego czasu opowiedział mi Krzysztof Zanussi. Otóż dwa ślimaki spieszą przez pustynię. Ale idzie im to dość ślamazarnie, jak to ślimakom zresztą. – Nie sądzisz, że poruszamy się za wolno? – pyta jeden ślimak drugiego.. – To akurat dobrze, bo idziemy w złym kierunku – odpowiada, nie tracąc rezonu, ten drugi.
Chcemy ewoluować i się zmieniać, ale mam wrażenie, że nie bardzo wiemy czasami jak. I jesteśmy, niestety, zbyt podatni na wpływy rozmaitych ośrodków władzy, które pragną nas zniewolić. A zniewolenie często zaczyna się od zmiany języka.
Staram się trzymać od teo z daleka. Nie ulegać złym wpływom i naciskom, ale odnoszę wrażenie, że dzisiejsi językoznawcy są bardziej funkcjonariuszami Nowej Rzeczywistości niż świadomymi języka spadkobiercami Wittgensteina. Sami sobie wykreślili takie granice. Co do mnie, nie znoszę sztucznie narzucanych, bezrozumnych ograniczeń. W tym samym zresztą stopniu co wszystkich tych mnożących się ponad potrzebę bytów, plenienia się ideologicznych feminatywów, nadawania kobiecych odpowiedników wszystkiemu czemu można (a nawet nie można) by je nadać. A przecież wystarczy napisać czy powiedzieć: CZYTELNICY, Nie trzeba zaznaczać ; czytelniczki i czytelnicy. Bo czytelnicy to także czytelniczki.
To moja opinia. A Ty, Czytelniku Paskudniku, myśl samodzielnie. Nie daj się zmanipulować współczesnym jakobinom języka, którzy chcieliby wprowadzić w życie swój absurdalny terror. Aby do tego nie doszło, zawczasu należy uciąć łeb hydrze politycznej poprawności!
Krystian Kajewski



