ANIOŁ ANKH
The Great Machine
relacja z koncertu Ankh w bydgoskim El Jazz
Lider formacji Ankh, Piotr Krzemiński przyznał w wywiadzie, którego zespół udzielił mi po koncercie, że chętnie wraca do przeszłości, ale przede wszystkim myśli o teraźniejszości i przyszłości. Ankh obchodzi w tym roku 35 – lecie swego istnienia, czyli jest prawie tak stary jak najlepsze płyty Metalliki, które zresztą Piotr Krzemiński zalicza do swoich ulubionych.
Janek Rusin i Joanna Chudyba, świeży narybek, czyli sekcja perkusja – skrzypce w Ankh, to z jednej strony transfuzja świeżej krwi, a z drugiej mocna podbudowa i uwarunkowanie działalności tej osobnej na polskim rynku muzycznym formacji. Tworzą także teledyski. Nie tylko dla macierzystego zespołu, którego skład uzupełniają gitarzysta Michał Pastuszka i basista Krzysztof Szmidt. Koncert, na którym byliśmy przedwczoraj, odbył się w bydgoskim El Jazzie i jest częścią trasy zapowiadającej najnowszą płytę Z wiatrem. Tytułowa kompozycja oparta jest na wierszu Baczyńskiego, do którego poezji twórcy sięgają nie po raz pierwszy. I nie tylko do Baczyńskiego, bo koncert otworzyła Brama, czyli dosłowny cytat z początku Boskiej komedii.
Uważam, że muzyka Ankh jest w pewnym sensie wyjątkowa. Krzemiński od lat nie ogląda się na trendy i pewną ręką prowadzi tę orkiestrę, niczym Mahavishnu. Stylistycznie zespół nie zamyka się w ramach tak zwanego rocka progresywnego z którego się wywodzi. Jeśli już możemy mówić o prog rocku, to słychać w muzyce Ankh raczej fascynację zespołem Tool i King Crimson niż Genesis czy Marillion. Utwory są rozbudowane i rozimprowizowane, ale z drugiej strony są także kompozycje z ducha punkowe ( basista jest fanem polskiej Nowej Fali), a chwilami Ankh brzmi jak Armia, w której waltornię zamieniono na skrzypce. Co do skrzypiec, to Joanna Chudyba w niczym nie naśladuje pierwszego, legendarnego skrzypka zespołu, Michała Jelonka, a raczej wybija się na własną niepodległość, interesująco prowadząc ten nie rockowy instrument. To zresztą właśnie od zawsze wyróżniało Ankh. Wykorzystanie potencjału skrzypiec, czyli instrumentu kojarzącego się bardziej z filharmonią niż muzyką rockową, do siania zamętu i spustoszenia na rockowej scenie właśnie. Joanna Chudyba wychodzi z tej konfrontacji obronną, żeby nie powiedzieć, mistrzowską ręką.
Doceniam ludzi, którzy nie zatrzymują się na tworzeniu muzyki, i ośmielają się poruszać kwestie metafizyczne. Takim twórcą jest bez wątpienia frontman Piotr Krzemiński, niestrudzenie poszukujący kamienia filozoficznego. W utworze Nic nie wiem po sokratejsku pyta, czy życie ma sens. Odpowiedź niesie wiatr, a z pomocą przychodzą Baczyński i Dylan.
Historia była taka, że Ankh powstał Anno Domini 1991 i przez pierwszą dekadę był formacją bardzo w kręgach tak zwanej muzyki alternatywnej popularną. Może nie tak jak Armia czy Siekiera, ale swoje wzloty miał podówczas bardzo wyraźne. Energii wystarczyło na nieco ponad dekadę, po której zespół zapadł w hibernację, i dopiero wydany w roku 2018, po 13 latach album, stał się powodem powrotu Ankh do bardziej zaangażowanego trybu studyjno – koncertowego. Przez ten czas nastąpiły nieuchronne personalne roszady, ale pewna ręka Krzemińskiego zdołała przenieść zespół Ankh przez te wszystkie perturbacje i wyjść po tym wszystkim jeszcze silniejszym niż przedtem. Takie miałem wrażenie słuchając perfekcyjnego, zwartego koncertu w El Jazzie. Jakby zatrzymał się czas.
Tak. Znowu miałem przez chwilę szesnaście lat, jak wtedy gdy widziałem po raz pierwszy na scenie Ankh, podczas koncertu WOŚP, w moim liceum. Wszyscy tęsknimy za latami dziewięćdziesiątymi i dlatego zespoły takie jak Ankh, popularne najbardziej w tamtej właśnie dekadzie, przeżywają swoisty renesans tej popularności. Po koncercie zespół udzielił mi wywiadu podczas którego mogliśmy powspominać lata dziewięćdziesiąte, czyli epokę, która w muzyce rockowej była progresywna w porównywalnym stopniu co przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To wtedy rozwinął się z jednej strony ekstremalny metal, i pojawił się nowy, krótkotrwały fenomen, czyli estetyka grunge.
Muzycy Ankh znajdują się, po 35 latach istnienia zespołu, u progu nowej epoki, w którą wchodzą z nową nadzieją i nową, przyniesioną przez odświeżony skład zespołu, energią. Zachęcam do odsłuchania naszej rozmowy, do której link znajduje się pod artykułem. Rozmowy, która okazała się dla mnie doświadczeniem z jednej strony całkiem przyjemnym, a z drugiej dość pouczającym. Jimie Hendrix powiadał, iż rozmawiać o muzyce to jak ciąć nożycami fale oceanu. Myślę, że po naszej rozmowie ocean ma fantastyczną fryzurę.
Krystian Kajewski


